ビズン

Taming the Lynx

To dla ciebie, Iffie!
rysiek jest nienaturalnie posłuszny i robi niemal wszystko, co jego Pan mu każe -- Ty, tygrysku zrobisz tyle, na ile chcesz mi pokazać, że mnie lubisz.
PRZEZNACZONE DLA WIDZÓW PEŁNOLETNICH!
NIEKTÓRE SCENY MOGĄ SZOKOWAĆ!

Zostaliście ostrzeżeni.

  1. Spotkanie pierwsze
  2. Spotkanie drugie
  3. Spotkanie trzecie
  4. Spotkanie czwarte
  5. Spotkanie piąte
--== WRÓĆ ==--

1. Spotkanie pierwsze

Znamy się od jakiegoś czasu. Poznaliśmy się przez Internet, gdzie próbowałem dać ci kilka dobrych rad, jak starszy brat, lub -- jak to sam ująłem: "kolega gej". Poznałem twój smutek i wewnętrzne rozdarcie. Rozpacz i samotność, oraz chwile radości -- choć tylko poprzez migające na ekranie litery. Ty zaś chętnie słuchałaś, gdy rozwodziłem się o moich nieco ekstrawaganckich upodobaniach co do relacji damsko-męskich.

Pamiętam dobrze dzień, kiedy zobaczyliśmy się pierwszy raz. Był wtorek. Ja siedziałem sam w domu, ty sama w pokoju w akademiku, kolejny raz bliska załamania. Wiedziony impulsem zapytałem, czy mogę przyjechać.
Zjawiłem się najszybciej jak mogłem. Po drobnej przepychance z Cerberem na portierni pukałem do twoich drzwi. Otworzyłaś. Uśmiechnęłaś się na przywitanie. Nie traciłaś czasu -- próbowałaś się jakoś ogarnąć, ale spojówki nadal miałaś czerwone od płaczu. Być może to ten widok właśnie sprawił, że pomimo iż pierwotnie miałem tobie tylko użyczyć rękawa do wypłakania się, postanowiłem jednak zrobić coś więcej.
Jak pamiętasz, wyczarowałem z torby butelkę półsłodkiego morawskiego (Biała Dama, czy jakoś tak) i zapytałem o szkło. Wypiliśmy pierwszy toast "za babski wieczór", po czym usiedliśmy na przeciw siebie, na brzegach tapczanów, a dzieliło nas tylko wąziutkie przejście.
Zapytałem, co się stało. Niechętnie zaczęłaś swoją opowieść, której bolesnych szczegółów nie czas tu i miejsce przypominać. Dość, że w pewnym momencie butelka pokazała dno, a ja usiadłem obok ciebie i objąłem ramieniem, ty za to wdrapałaś mi się na kolana i zwinęłaś się w kłębek przytulając się policzkiem do mojego obojczyka. Trwaliśmy tak chwilę bez słów. Pocałowałem cię w czoło.
--Trzeba ci kogoś, kto się tobą zaopiekuje... -- rzekłem niby od niechcenia.
Podniosłaś głowę i spojrzałaś mi w oczy, cień uśmiechu mignął na zmęczonej twarzy
--Czy proponujesz może siebie? -- zapytałaś. Usiadłaś teraz na moich kolanach twarzą do mnie, ściskając moje biodra kolanami i obejmując rękoma za szyję, patrząc nieco z góry.
--Nie chciała byś, bywam troskliwy ale też surowy.
--Wypróbuj mnie! -- powiedziałaś z błyskiem w oku. Zdało się, że w mig zapomniałaś, co było pierwotnym powodem naszego spotkania. Złapałem cię za biodra i delikatnie zsunąłem z kolan, sadzając na podłodze.
Spojrzałem uważnie na ciebie. Same zdjęcia, choć pozwalają rozpoznać twarz, niewiele mówią o osobie. Choć komu innemu mogła byś się wydawać przeciętna do bólu, jednak było coś w twojej twarzy, głosie, sposobie mówienia, ruchach, postawie, w tym jak siedziałaś teraz przede mną na piętach w bawełnianym dresie i białych skarpetkach, rzuciłem jeszcze okiem na wybijające się spod bluzki małe ale kształtne piersi, po czym oczy moje napotkały twoje wyczekujące spojrzenie.
--Tak mówisz? Jak daleko możesz udawać posłuszeństwo? -- powiedziałem bardziej do siebie -- Poddam cię więc jednej próbie. Sprawdzę tylko, czy potrafisz mi zaufać. Czy zgadzasz się spełnić moje trzy życzenia? Tylko trzy.
--To zależy jakie
--Jedno będzie upokarzające, jedno bolesne ale to ostatnie będzie przyjemne.
Chwila wahania...
--Wypowiedz pierwsze życzenie.
--Widzisz, łatwo jest spełniać czyjeś zachcianki, kiedy nie wymaga to od nas poświęcenia. Masz pasek z zaciskową sprzączką? To go weź teraz. chcę tobie pokazać, jak wygląda prawdziwe posłuszeństwo. -- Sięgnęłaś do akademikowej szafki aby wykonać polecenie.
--Teraz wyciągnij lewą rękę przed siebie, zegnij w łokciu i w nadgarstku tak aby wyprostowane palce dotykały ramienia... A teraz zapnij nieco poniżej nadgarstka pętlę z paska, ale zupełnie luźno, zapewniam cię, że nie spadnie.
--Tylko tyle? nie zwiążesz mi rąk?
--Tylko tyle albo aż tyle. Oto moje pierwsze życzenie: nie możesz zdjąć tej pętli, dopóki ja ciebie o to nie poproszę. Oczywiście, jeżeli stanie się coś nieprzewidywanego, musisz mi jakoś o tym powiedzieć, użyj zdania »Chcę do domu«, to oznacza natychmiastowy koniec. Powtórz!
--»Chcę do domu« -- odpowiedziałaś. Pętla na twoim ramieniu była już gotowa, sprawdziłem, czy nie jest zbyt mocno zaciśnięta i poleciłem ci opuścić swobodnie rękę. Łokieć poleciał w tył a twoja lewa dłoń zatrzymała się na lewej piersi.
--Te więzy wyglądają niewinnie i w zasadzie niemal nie krępują ruchów, ale jest w tym pewien haczyk: w tej pozycji staw łokciowy po dość krótkim czasie zacznie drętwieć. U jednych po godzinie u innych po pół. A teraz, gdy czekamy, siądź obok mnie i opowiedz jeszcze raz o tamtych wakacjach w Czechach...
I tak nam mijał czas na niezobowiązującej rozmowie. W zasadzie niemal zapomniałaś, że twoja lewa ręka jest skrępowana, choć w pewnym momencie zauważyłem, że coraz częściej rozcierasz łokieć i spód ramienia, w końcu zapytałaś:
--Czy mogę to już zdjąć?
--Nie.
--Ale to boli
--Nie obiecywałem, że będzie inaczej. Spróbuj wytrzymać jeszcze trochę.
Temat zszedł na przypadki medyczne i śmieszne sytuacje w służbie zdrowia. Nagle twoją twarz przeciął grymas bólu:
--Teraz to naprawdę boli -- powiedziałaś.
--Spróbuj pod-pompować nieco jak przy oddawaniu krwi a potem zrobić krążenie nadgarstkiem
Zrobiłaś to, choć niechętnie, ale efekt był jeszcze gorszy. Z ust twoich wydarł się mimowolny cichy jęk.
--Proszę. Bardzo proszę. Pozwól mi zdjąć pasek!
--Nie zrobię tego -- W twoich oczach odmalowało się zdziwienie i przerażenie -- Sam go zdejmę -- kontynuowałem. Na twojej twarzy zagościł wyraz ulgi -- ale najpierw powiesz mi, czy była byś zdolna to powtórzyć tylko dla tego, że cię poproszę.
przygryzłaś dolną wargę i zastanawiałaś się przez kilka sekund.
--Tak, chyba tak...
Zdjąłem ci pętlę z ramienia, wyprostowałaś rękę zaczęłaś nią potrząsać.
--Wszystko w porządku? -- zapytałem -- Żadnego mrowienia w palcach, fal gorąca, utraty czucia? -- ukradkiem spojrzałem na włączony wcześniej stoper, 57 minut, całkiem sporo.
--Nie
--Byłaś bardzo dzielna. Choć wydaje ci się teraz, że jest inaczej, jesteś prawdziwym twardzielem. Teraz rozmasuję ci to ramię i resztę ciała, ale najpierw spełnisz moje drugie życzenie.
--Czy też będzie bolało?
--No cóż, mówią, że ból ciała jest niczym przy bólu duszy... Chcę zobaczyć cię bez ubrania.
Nie wiem, czego się spodziewałaś, ale chyba nie tego. Przygryzłaś dolną wargę i zastanawiałaś się chwilę, rumieniąc się.
--Ale po co..?
--Nie muszę się tłumaczyć. To moje życzenie. -- przysunąłem się bliżej i dotknąłem swoim nosem koniuszka twojego. Krótko pocałowałem twoją górną wargę. Przytuliłem. Potem wciąż całując zacząłem podciągać twoją bluzkę w górę. Zatrzymała się zrolowana pod pachą, chwila wahania, ale jednak uniosłaś w górę ręce i pozwoliłaś mi ją całkiem odrzucić, to samo po chwili spotkało stanik. Wstaliśmy. Na podłogę opadły spodenki. Wsunąłem dłoń za gumkę majtek, ale złapałaś mnie za nadgarstek.
--Jeszcze nie.
Pocałowałem cie w czoło, złapałem za ramiona i odsunąłem na odległość wysuniętych rąk. Zrobiłem krok do tyłu. kopniakiem odrzuciłaś spodnie na bok i schyliłaś się aby zdjąć skarpetki.
--Zostaw. Jeżeli masz druga parę, to ją przynieś. -- znów sięgnęłaś do do swoich rzeczy
--I co dalej?
--Załóż je na dłonie. -- wykonałaś moje polecenie i zamachałaś do mnie kocimi łapkami. Pogładziłaś się po przedramionach i ramionach, po brzuchu, po biodrach, po piersiach, po czym stanęłaś z dłońmi na biodrach (zabawnie wyglądało, jak na początku ci to nie wyszło z powodu niemożności użycia przeciwstawnych kciuków) i zapytałaś zaczepnie:
--Co teraz?
--No niech ci się przyjrzę. Stań tyłem do mnie na baczność, ręce skrzyżuj na kości ogonowej i podnieś się na palce.
Twój tyłeczek i łydki wyglądały cudownie, nie wiem, kto ci nakładł do głowy, że musisz schudnąć.
--Teraz twarzą do mnie... Teraz usiądź na piętach i połóż dłonie płasko na ziemi przed kolanami... -- twoje piersi ukazały się w całej okazałości. Nie za wielkie, ale równe i kształtne.
--Oto drugie życzenie spełnione. Czy wiesz, że jesteś śliczna? Niezmiernie rzadko zdarza mi się oglądać młodą kobietę tak ładną.
nie odpowiedziałaś, zarumieniłaś się tylko.
--No to teraz połóż się wygodnie na brzuchu na łóżku, został tylko obiecany masaż.
ułożyłaś się wygodnie z dłońmi w skarpetkach pod policzkiem. Olej parafinowy miałem w torbie, nie wiedziałem że będzie potrzebny, po prostu zastał mi się po jakichś pracach warsztatowych. Nabrałem kilka kropel na ręce i rozgrzałem pocierając. Zacząłem od długich pociągnięć przez całe plecy, przedramiona i ramiona, potem zacząłem rozluźniać pas barkowy, kark, łopatki, mięśnie przy kręgosłupie. po chwili przeniosłem się na łydki, potem uda, zanim przeszedłem do pośladków pociągnąłem za gumkę majtek, uprzedzając wszelkie obiekcje powiedziałem:
--Pozwól, że zdejmę, żeby się tłustym nie zapaskudziły -- poddałaś się. Masowałem pośladki dość długo, potem przeniosłem się z powrotem na kark, w międzyczasie dyskretnie zsuwając spodnie.
--Mam jeszcze jedno życzenie. Chciałbym abyś tu i teraz kochała się ze mną.
Nie usłyszałem żadnej odpowiedzi. Odwróciłaś się na plecy, sięgnęłaś ustami do mych ust, oplotłaś mnie nogami i jednym szarpnięciem rozpięłaś zamykaną na zatrzaski koszulę. Starczyła sekunda, abym pozbył się spodni i bokserek (i następna aby wprawnie założyć kondoma). Wszedłem w ciebie od razu -- byłaś gotowa, ciepła i wilgotna. Kochaliśmy się długo, powoli, podchodząc pod szczyt rozkoszy by zwolnic tempo i zacząć od nowa i dojechać do szalonego finału.

Leżeliśmy potem dłuższą chwilę, w końcu przykryliśmy się kocem i zasnęliśmy.

Obudziliśmy się jednocześnie. Ty, kiedy zorientowałaś się w sytuacji poderwałaś się nerwowo, ale szybko podniosłem się i pocałowałem cię w policzek
--Nie bój się, mój ty nerwowy kocie! Dzień dobry! -- Spojrzałaś na mnie i uśmiechnęłaś się. Wyglądałaś uroczo, nieco rozespana, rozczochrana i w skarpetkach na rękach. Próbowałaś się jakoś owinąć kocem, ale był tak zaplątany, ze nic z tego nie wyszło.
--Wciąż wyglądasz ślicznie. Popatrz: Wschodzi słońce, wstaje nowy dzień. Ja powinienem być o 09:00 w firmie, ale jeżeli tylko znów będziesz potrzebować pocieszenia, to wiesz, jak mnie znaleźć...
--A jak wypadła próba?
--To będzie prawdziwa przyjemność cię tresować. Jeśli tylko chcesz, do końca miesiąca mam wolną chatę, możemy umówić się na pokazowy trening.

Ubrałem się, pocałowałaś mnie na do-widzenia i poszedłem. Przez kilka dni nie dzwoniłaś na pozostawiony numer, zaś w naszej wymianie komentarzy pod blogami wszystko wyglądało tak, jakby ten wieczór nigdy nie miał miejsca. Ale do czasu...

2009-09-24

.:początek:.

2. Spotkanie drugie

pokazowa sesja

Ciekawość jednak przemogła obawę i telefon zadzwonił. Wyraziłaś chęć uczestniczenia w pokazowym treningu. Zaprosiłem cię do siebie

Ciepły, wrześniowy wieczór. Podwarszawska Salomea, przystanek kolejki WKD. Spotkaliśmy się na peronie, a ja poprowadziłem cię polną ścieżką na tyłach rzędu domków jednorodzinnych. Po drodze pytałaś mnie, z ciekawością i obawą, co chcę zrobić, na co ja odpowiedziałem, że nie chcę ci psuć zabawy, ale też nie będzie żadnych sznurków i ciasnego krępowania w niewygodnych pozycjach...

Było pół do szóstej, gdy w końcu dotarliśmy do furtki. Stary, przedwojenny budynek, nieco zaniedbany. Wyjaśniłem, że należy do dobrego znajomego a ja wynajmuję tylko mieszkanie. Otworzyłem drzwi w oficynie prowadząc cię na moje włości w płytkiej piwnicy budynku. W ciasnym przedsionku, idąc za moim przykładem zdjęłaś buty, pozwoliłaś abym wziął od ciebie kurtkę. Weszłaś i rozejrzałaś się: za sienią był spory salon z aneksem kuchennym w kącie. W głębi drzwi do dalszych pomieszczeń: niewielkiej sypialni i mikroskopijnej łazienki. Całość umeblowana skąpo, na styl japoński: niska ława i poduszki do siedzenia na błyszczącej podłodze z desek zamiast krzeseł. Na ścianie tani telewizor LCD a na przeciw niego lustro, pod nim sofa. Na jednej ze ścian kominek z żelazną ozdobna kratą.
Gdy przygotowywałem posiłek, rozmawialiśmy wymieniając najnowsze plotki choć temat powoli zbaczał w kierunku tego, co stanie się tego wieczora. Część wskazówek podałem Ci w zaproszeniu, nieco więcej powiedziałem teraz, choć wciąż byłem nieco tajemniczy. Kolacja -- sałatka z makaronu, warzyw i mięsa oraz grzanki -- zjawiła się na stole w mgnieniu oka, nieco dłużej zajęło nam jej zjedzenie. Pochwaliłaś moją kuchnię -- no cóż, nie ty pierwsza. Moje gotowanie jest dla mnie powodem do dumy.
Po kolacji pełne oczekiwania napięcie wzrosło. Wziąłem prysznic i ubrałem się w satynowy czarny płaszcz kąpielowy. Ty też umyłaś się zaraz po mnie, ja czekając na zewnątrz łazienki uprzątnąłem meble w kąt i rozścieliłem na deskach ryżową matę. Wyszłaś po chwili, zgodnie z moim życzeniem prawie całkiem nago, mając jedynie białe sportowe stopki na nogach oraz dłoniach -- tak jak przy naszym pierwszym spotkaniu. Poprosiłem, abyś związała włosy wysoko i zaplotła w ciasny warkoczyk.

-- Ślicznie dziś wyglądasz -- pochwaliłem.
Usiadłem na brzegu kanapy, poprosiłem, abyś uklękła na macie na piętach twarzą do mnie. Musiałaś zadzierać głowę lekko do góry, aby spojrzeć mi w oczy. Promienie zachodzącego słońca wpadające przez wysoko umieszczone okno rozświetlały od tyłu twoje włosy. "Irlandzkie złoto" pomyślałem wtedy. Zauważyłem, że rzucasz ukradkowe spojrzenia na dwie spore skrzynki na narzędzia, które stały zamknięte na sofie obok mnie.

Zacząłem wyjaśniać zasady naszej gry:
--Nie biorę cię w niewolę. Chcę raczej, abyś odegrała -- właśnie: odegrała -- rolę dziewczynki-kota, kotka kanapowego, pluszowej dziewczyny-przytulanki, która jest bardziej zwierzątkiem domowym niż osobą. Cokolwiek tu zrobimy, rozegra się pomiędzy kotem o imieniu rysiek i jej panem, and nie między Ulą i Pawłem. Niech twoja ciekawość będzie większa od wstydu. To co zrobimy nie wychodzi poza drzwi tego domu. Zgadzasz się? -- zapytałem patrząc ci w oczy.
Kiwnęłaś głową, że tak
--Gdyby tempo było zbyt duże, gdyby działo się coś nie tak, powiedz »chcę do domu«, to będzie takie nasze słowo bezpieczeństwa. To ważne, powtórz!
--»chce do domu« to ważne -- zażartowałaś; ja na to teatralnie pogroziłem palcem.

--Co dla mnie oznacza otwarcie skrzynki i posiadanie ucznia? -- zacząłem monolog belferskim tonem.
--Na początek Przebieranki. Połóż się na plecach. -- wykonałaś mój rozkaz. Z pierwszej skrzynki wyjąłem zawiniątko z czarnej dzianiny. Poleciłem ci zrobić pół-świecę oraz wyciągnąć ręce przed siebie, po czym zacząłem cię w to coś ubierać: dwie pary czarnych zakolanówek, jedne większe na nogi drugie mniejsze na ramiona. Spojrzałaś na zwoje dłonie, których palce były unieruchomione przez die warstwy dzianiny a które przypominały łapy kota. Na twojej twarzy odmalowało się wyraźne rozbawienie. Poprosiłem, abyś uklękła
-- Wyglądasz trochę jak kot. Mógłbym teraz ja założyć na siebie też skarpetki albo nawet kombinezon, po czym odegrali byśmy scenkę z dwoma kotami podczas marcowania, i potem kochali się mocno na podłodze. Ma to swoje uroki i pewna liczba osób tak robi, ale dla mnie to nie wszystko, bo dochodzi jeszcze... Wiązanie. Wiązać można różnie. Linką, kajdankami a czasem wystarczy słowem. Na przykład lina: usiądź teraz w przysiadzie siatkarskim, rozchyl lekko kolana, żebyś widziała, co robię -- wziąłem mały zwój liny, rozbuchlowałem go i związałem ci nogi w kostkach.
--Jak widzisz, dzięki ściśnięciu pętli poprzeczką, pomimo, że więzy są całkiem luźne, nie sposób ich zrzucić. Teraz uklęknij i wysuń ręce przed siebie, tak jakbyś trzymała od spodu niewidzialna tacę -- Na twoich nadgarstkach w kilka chwil znalazły się nylonowe opaski.
--To są opaski treningowe. Różnią się tym, że mają mechanizm szybkiego zwalniania oprócz zwykłego zapięcia. Widzisz, na początku może się zdarzyć, że któreś z nas się zagalopuje, trzeba mieć na taki wypadek procedurę szybkiego uwalniania z więzów.
-- Wstań teraz i daj rączki na plecy --Spiąłem metalowe kółka opasek karabinkiem.
--A teraz ostrożnie usiądź na piętach. Skrzyżuj stopy i rozchyl kolana szeroko... Widok Ciebie w sznurkach sprawia mi radość. Sprawia mi radość tworzenie rzeźby z linki, łańcucha, pasków i trzcinek oraz ludzkiego ciała. Wiele z tych wiązań to medytacyjne pozycje yogi. Może czujesz się bezbronna i słaba, ale dzięki temu tez poznasz swoja prawdziwa siłę, ile możesz wytrzymać. I tak na prawdę, że jesteś bezpieczna, gdyż jestem zawsze obok, żeby Cie z więzów uwolnić.
--Tak... Wspomniałem o wiązaniu słowem. To bardzo ważny temat, nazywa się Posłuszeństwo. Czy wiesz, czym się różni posłuszeństwo od uległości?
--Uległość jest wyższą formą posłuszeństwa? --spróbowałaś szczęścia.
--Niezupełnie. To dwie jakby zupełnie rozdzielne rzeczy. Uległość to cecha charakteru lub okoliczność, gdy osoba nie jest w stanie podejmować decyzji co do samej siebie. Ulegasz presji, ulegasz pokusie, ulegasz złym doradcom: to ostatnie może dotyczyć bardzo władczego i agresywnego szefa, który jednak ma problem z przyjęciem odpowiedzialności. Najgorsze jednak jest chyba uleganie strachowi, choć to temat na grubą książkę. Za to posłuszeństwo, to coś całkiem innego: to czynność. To świadome pozwolenie innej osobie na sprawowanie nad sobą władzy i wzięcie odpowiedzialności. Przypomnij sobie choćby naszą dyskusję na temat eksperymentu Milgrama. Jesteśmy posłuszni wobec przepisów (lub nie), wobec rodziców (lub nie) a w końcu uczeń jest posłuszny swojemu mistrzowi. I tego chcę: Bądź mi posłuszna.
Sięgnąłem do skrzynki po kolejny przedmiot.
--Oto obroża. Nie psi kołnierzyk. Obroża dla ludzi, zrobiona specjalnie dla Ciebie. Czy wiesz jaka jest różnica pomiędzy obrożą treningową a obrożą kontraktową?
--nie mam pojęcia... Obroża kontraktowa jest na dłuższy okres, a treningowa tylko podczas sesji? -- kolejna błędna odpowiedź.
--No nie. W zasadzie długość noszenia, sposób zamknięcia i w ogóle fizyczna postać obroży treningowej i kontraktowej a także obroży dla zwierząt i ozdobnych, może być identyczna. W moim Dojo na przykład nie ma rozróżnienia. Tym, co różni te obroże jest przysięga, a więc umowa pomiędzy mistrzem i uczniem bądź panem i niewolnikiem. To trochę jak z pierścionkiem zaręczynowym i obrączką: Obroża treningowa to taki okres próby. A czy wiesz, jakie cztery zadania spełnia obroża? -- zapytałem wciąż trzymając krótki pasek skóry w reku.
--Tak jak powiedziałeś o pierścionku i obrączce, to pewnie jedno z nich oznacza bycie w związku BDSM. A inne... no smycz można przyczepić... nie wiem... --zastanawiałaś się chwile, po czym spróbowałaś sięgnąć do twarzy związanymi z tyłu rękoma, w końcu jednak podrapałaś się w nos ramieniem.
--Dobrze kombinujesz. Więc po pierwsze oznacza Ciebie jako niewolnicę, wyraźnie odróżnia od reszty. Możesz mieć tatuaż lub kolczyk lub implant jak rasowy pies, ale obroża jest od razu widoczna. Po drugie obroża identyfikuje twojego właściciela, bądź mistrza, bądź kodeks, według którego jesteś szkolona. Ta na razie nie ma tabliczki, ale jeśli się zgodzisz wejść do mojej szkoły będzie mieć plakietkę z nazwą Dojo i imieniem Twojej (granej przez Cibie) postaci. Po trzecie, obroża przypomina ci o tym, że jest i o twoich obowiązkach i uprawnieniach, oraz o przyrzeczeniu jaki złożyłaś zakładając ją. Zaś po czwarte, masz rację: do obroży przyczepia się smycz. Obroża jednak, jak już powiedziałem, nic nie znaczy bez umowy, a tą zawrzemy w formie przysięgi: Czy oddajesz mi się na ten wieczór z własnej nieprzymuszonej woli, abym sprawował nad tobą władze i brał za ciebie odpowiedzialność? -- zapytałem zarzucając obrożę na twój kark i trzymając końce w dłoniach
--Tak -- odpowiedziałaś z lekkim wahaniem. Zapiąłem obrożę i wziąłem do ręki smycz. Twoje oczy otworzyły się nieco szerzej, nozdrza drgnęły przy nieco szybszym i głębszym oddechu.
--Więc patrzysz teraz i mówisz sobie: "on myśli że mnie zmusi do chodzenia na smyczy jak zwykły zwierzak". Otóż nie: po pierwsze, nie zmuszę, tylko będę się starał, żebyś chciała. Nie ciebie, lecz Twoja (grana przez ciebie) postać. I na pewno nie jak zwykły zwierzak, tylko jak księżniczka. Kot wystawowy. Którego się pieści, czesze i dokarmia, bo jest oczkiem w głowie swojego właściciela, o którego się przede wszystkim dba, choć też wymaga. Bo smycz ma dwa końce: ten u szyi posiadanego i ten w ręce posiadacza. Ona oznacza poddanie się pod władzę, ale też zwolnienie z odpowiedzialności, ogranicza wolność ale daje uczucie bezpieczeństwa, oznacza zależność, ale też przypomina, że ktoś się troszczy. Łączy nas w taki sposób, że oboje możemy czerpać korzyść. -- Wstałem i pochyliłem się. Lewą ręką ująłem cię za policzek. Przytuliłaś się o wnętrza mojej dłoni. Drugą ręką zapiąłem smycz na kółku z przodu obroży.
--Twoim celem, gdy tu przyszłaś był pewnie seks. W zasadzie obowiązki ucznia polegają głównie na wysłuchiwaniu tego co mam do powiedzenia i zaspokajaniu zachcianek mistrza. Spróbuj na przykład przełożyć ręce z tyłu na przód.
Przechyliłaś się na bok, wyprostowałaś nogi przed siebie, położyłaś się na plecach, pokuliłaś pięty do pośladków i zaczęłaś mocować się kręcąc tyłeczkiem, luźno wisząca w powietrzy smycz dyndała i podrygiwała. W końcu sukces: skrępowane nadgarstki znalazły się pod udami. Wyprostowałaś nogi w sufit, przerzuciłaś je nad głową i powoli przesunęłaś kajdanki nad piętami. Usiadłaś półleżąc na prawym boku, z nogami podkurczonymi i podpierając się na wyprostowanych rękach w triumfującym uśmiechem na twarzy.
--I jak? -- zapytałaś.
--No, Świetnie -- odparłem -- widać, że długie miesiące treningu nie były zmarnowane. Teraz klęknij znów na piętach. --podszedłem do ciebie i rozchyliłem poły płaszcza kąpielowego.
--A teraz: połóż dłonie płasko na moich udach, przesuń w górę i złap jasie pomiędzy kciuki i palce wskazujące zasłaniając mosznę, tak żeby tylko lingam wystawał. Teraz go poliż, pocałuj, weź do buzi na chwilę... Widzisz, to ja wyglądam głupio. To ja będę robił dziwne miny, mogę stracić równowagę. Ty w każdej chwili możesz mnie odepchnąć, ugryźć lub przewrócić, tak na prawdę to ty masz teraz pełną władzę. -- Pocałowałaś, przytuliłaś się do niego policzkiem, po czym spojrzałaś na mnie i powiedziałaś:
--Ale nie mogę jak patrzysz...
--Ale takie jest moje życzenie -- ująłem cię za głowę ręką, w drugą wziąłem mojego penisa i skierowałem twoje usta dokładnie na wprost żołędzi. Popchnęłaś mnie lekko, chwilę się mocowaliśmy, po czym zmieniłaś decyzję: złapałaś mnie ustami za żołądź jednocześnie odtrącając moje ręce i zakrywając swoją głowę połami mojego płaszcza i zaciskając kurczowo brzegi. Lizałaś mnie i ssałaś powoli i z fantazją. Poprawiłem płaszcz, aby nadal cię zakrywał lecz byś mogła oprzeć się wygodnie związanymi rękoma o moje uda. Moje podniecenie narastało, twoje, jak słyszałem po przyspieszonym świszczącym oddechu, również. W końcu wystrzeliłem. Z twoich ust dobyło się zaskoczone mruknięcie, ale nie wypuściłaś żołądzi z zaciśniętych warg. Wylizałaś mnie do sucha i wyjęłaś sobie z ust z głośnym cmoknięciem.
--To ciekawe. Nie tylko dobrze gotujesz, ale też smakujesz lepiej niż...-- nie pozwoliłem ci dokończyć. Przewróciłem cię na matę, zrzuciłem płaszcz, położyłem się obok ciebie, z tyłu i nim zdążyłaś zareagować wszedłem w ciebie retro, przytulając się jak łyżeczki w szufladzie. Twoja dziurka była ciepła i zupełnie mokra. Kochaliśmy się długo i w różnych pozycjach, na ile pozwalały twoje więzy.
W końcu legliśmy zdyszani obok siebie. Rozpiąłem spinkę łączącą opaski na twoich nadgarstkach, ty przytuliłaś mnie i pocałowałaś jak nigdy przedtem, potem jeszcze raz... I jeszcze... A potem podniosłaś się i powiedziałaś:
--Wybacz, ale muszę do toalety!
--Za chwilę cię rozwiążę. A teraz, czy masz jakieś pytania co do rzeczy w skrzynce?
--Nie, niech to będzie niespodzianka.

Resztę wieczoru i większą część nocy rozmawialiśmy. O tym, co zaszło. O moich oczekiwaniach. O twoich oczekiwaniach. O kontrakcie uczniowskim i ceremonii przyjęcia.
O planach na przyszłość.

2011-04-17

.:początek:.

3. Spotkanie trzecie

Prawdziwy dziki kot

Następnego dnia była sobota. Ja wstałem jak zwykle, przed szóstą. Cicho wyśliznąłem się posłania na kanapie i spojrzałem na ciebie. W półmroku poranka podziwiałem, jak śpisz: spokojnie, beztrosko, wciąż w podkolanówkach na nogach i rękach, wciąż w obróżce na szyi. Jak słodki mały kociak. Po chwili przewróciłaś się na brzuch a koc, którym byłaś przykryta zsunął się na podłogę. Leżałaś z prawą nogą podkuloną, lewą ręką pod policzkiem, prawą przed sobą. Zawahałem się tylko przez chwilę i w mgnieniu oka już przykręcałem aparat do statywu. Zrobiłem sobie na pamiątkę kilka zdjęć.
Potem, jak gdyby nigdy nic, zająłem się śniadaniem. W samą porę, bo po kilku minutach zadzwonił budzik w twoim telefonie. No tak: student pracuje w weekendy...
Przeciągnęłaś się, podrapałaś po nosie, po czym otworzyłaś nagle oczy i nieco nerwowo usiadłaś na łóżku rozglądając się wokoło, póki nasze spojrzenia nie spotkały się. Uśmiechałaś się i pomachałaś do mnie.
--Jak się spało mojej księżniczce?
--Za krótko... Muszę się umyć, muszę iść do pracy...
--Nie musisz, tylko chcesz. Nie myśl o niczym, co robisz, jak o przykrym obowiązku. To pomaga. Mówi do ciebie facet wyleczony z depresji.
--tak mój panie -- odpowiedziałaś. -- No dobra, ale mogę to już zdjąć? -- zapytałaś skubiąc mankiet podkolanówki.
--Jeśli dobrze pamiętam, to wziąłem cię na własność tylko na wieczór. Wstało słońce nowego dnia, więc jesteś znów bezpańska... Ale to miło że pytasz, i tak, możesz. Z tym, że obrożę zdejmę sam, chodź tu!
Podeszłaś do mnie
--Oddaję ci twoją osobę i zwalniam z obowiązków -- powiedziałem odpinając obrożę. Chciałem ją wsunąć do kieszeni, lecz zorientowałem się, że jestem wciąż bez ubrania.
--Podaj mi proszę płaszcz -- poleciłem
Spełniłaś polecenie szybko, pocałowałem się w czoło i zdążyłem jeszcze klepnąć w pośladek, gdy biegłaś do łazienki. Sprzątnąłem pościel, złożyłem kanapę i ubrałem się. Wyszłaś po kilkunastu minutach, śliczna i uśmiechnięta. Zjedliśmy śniadanie popijając bardzo mocną kawą. Zanim wyszłaś zapytałem, czy nie chcesz zostać na weekend, odpowiedziałaś, że w zasadzie nie masz planów, ale pracujesz akurat w tą sobotę i niedzielę więc możemy się spotkać tylko wieczorem. Odparłem, że nie ma sprawy. Masz jeszcze dwa tygodnie wakacji, więc coś się zorganizuje.
--I jeszcze jedno. Chce cię zaprosić do mojego Dojo, żebyś podjęła prawdziwy trening. A jeżeli nie będziesz dziś miała w pracy wielkiego ruchu, to przeczytaj to. -- i podałem tobie kopertę A5 w której była kilkustronicowa broszurka, gęsto zapisana, bez żadnych ilustracji.
--Co to? Zbiór instrukcji do egzaminu?
--Nie. Raczej fabularyzowana opowieść o ceremonii przyjęcia o szkoły. W sam raz na przejazd komunikacją miejską. speaking of which: Sądzę, że musisz wychodzić... -- Spojrzałem na zegar w telefonie, po czym sprawdziłem rozkład jazdy WKD -- Masz pociąg za siedemnaście minut. Pozwolisz, że cię odprowadzę, mam sprawy do załatwienia na mieście, głównie zakupy...
Odprowadziłem cię na przystanek, lecz sam nie wsiadłem. Poszedłem dalej ulicą Jutrzenki do Alei Hynka i tam złapałem autobus. Nadszedł czas odgrzać kilka starych znajomości.

* * *

Dzień minął szybko.
późnym popołudniem znów spotkaliśmy się na peronie. Znów ta sama ścieżka, tym razem zapytałaś, dlaczego nie wchodzimy od frontu. Odpowiedziałem, że tak jest według mnie fajniej, poza tym szybciej, bo mamy o jedną furtkę mniej do pokonania. Weszliśmy, zjedliśmy, z tym, że teraz to ty sprzątnęłaś naczynia i przestawiłaś stół w kąt, po czym bez żadnej zachęty z mojej strony wzięłaś swój plecak, podeszłaś w kąt salonu i tam rozebrałaś się zakładając jedynie białe skarpetki na stopy i dłonie, po czym przyklękłaś przede mną na podłodze. Na twojej twarzy odmalowało się pełne podniecenia wyczekiwanie. Nie powiem -- byłem pozytywnie zaskoczony.
--Czego waćpanna sobie życzy? -- zapytałem nieco drwiącym tonem.
--Chcę trenować dalej -- odpowiedziałaś.
Wziąłem obrożę i znów wypowiedziałem słowa przyrzeczenia, na jeden wieczór i noc. Zgodziłaś się jednym słowem i zapiąłem zamek. Położyłaś dłonie na podłodze i w głębokim pokłonie pocałowałaś obie moje stopy -- najwidoczniej przeczytałaś tamto opowiadanie.
Sięgnąłem po jedną ze skrzynek, otworzyłem ją i chwilkę zastanawiałem się patrząc na jej zawartość. W końcu wyjąłem rulon granatowej dzianiny i rozwinąłem go. Patrzyłaś z ciekawością.
--Niech uczeń zrobi świecę! -- poleciłem. Wykonałaś rozkaz natychmiast. Zacząłem cię ubierać w ten kostium. Był zrobiony z grubych poliestrowych rajstop; naciągnąłem najpierw do pępka, po czym poleciłem:
--A teraz uczeń uklęknie z rękoma wzdłuż ciała! -- i to polecenie spełniłaś. Przyglądałaś się ciekawie drugiej połowie kostiumu wiszącej teraz z przodu. Ja kontynuowałem: ubrałem twoje ręce w rękawy z nogawek rajstop i zapiąłem kilka haftek na karku. Byłaś teraz od stóp do obroży pokryta elastyczną dzianiną. Poprawiłaś ręce w mitenkach i zaczęłaś się oglądać.
--Możesz podejść do lustra -- powiedziałem nieco łagodniejszym tonem. Tak zrobiłaś.
Dłonie uwięzione były w kończących rękawy stopach od rajstop, z których całość była uszyta. Miejsce łączenia, elastyczny pas, znajdował się pod piersiami, klin lekko wżynał się w twoja muszelkę. Piersi były ściśnięte. Przyjrzałaś się uważniej: ubranko nosiło ślady używania, stopy miały wtarte podeszwy, mitenki miały kilka śladów cerowania w miejscach, gdzie paznokcie wybiły się na zewnątrz... Spojrzałaś na mnie a w twych oczach od razu odczytałem niewypowiedziane pytania. Odpowiedziałem, nim zdążyłaś je zwerbalizować.
--Pewnie chcesz zapytać, ile uczennic przed tobą to nosiło? Konkretna odpowiedź jest mniej ważna niż sam fakt, że nie jesteś pierwsza. I tak, przynajmniej jeden uke ukończył trening i był gotów na zawarcie kontraktu. Oraz nie: nie mam obecnie żadnych innych uczniów ani uczennic w Dojo. Ten zaś mundurek... no cóż, mam do niego sentyment, bo był pierwszym, jaki zrobiłem. Zapytam teraz: czy ci się podoba?
--Jest... dziwnie. I trochę uwiera pod pachami, trochę mniej, gdy podniosę ręce do góry -- zademonstrowałaś. W tej chwili wyobraziłem sobie ciebie zawieszona za nadgarstki na łańcuchu...
--Jak już powiedziałem, to był prototyp. Ale dość gadki. Teraz chodź tu, ale jak prawdziwy kot, na czworakach!
Zawahałaś się chwilkę, po czym stanęłaś na czterech łapach, wygięłaś grzbiet z głośnym "MIAU!" i zaczęłaś pełzać trawersami, badając podłogę przed sobą łapą jak prawdziwy kot na mokrym trawniku.
--Musiałaś lubić swoje koty -- skomentowałem. Spojrzałaś na mnie, ale odpowiedziałaś tylko zadowolonym mruknięciem, wczuwając się całkowicie w rolę. W końcu dotarłaś do mnie siedzącego na kanapie. Zaczęłaś ocierać się policzkiem o moje kolana, mrucząc i miaucząc, ja zaś czekałem by zobaczyć, co jeszcze wymyślisz. Przysiadłaś na piętach, położyłaś dłonie na moich kolanach a na nich swoją głowę po czym patrząc mi w oczy zamiauczałaś głośno, jak kot, który czegoś chce. Podrapałem cię za uchem. Ty podniosłaś się i spróbowałaś mnie polizać po brodzie, ale ja na to dałem ci prztyczka w nos
--Niedobra kotka! -- ty zaś odskoczyłaś na środek salonu, zwinęłaś się w kłębek i zaczęłaś lizać wierzch dłoni. Doskonale wiedziałaś, jak zachowuje się kot.
--Świetnie wczuwasz się w rolę, ale teraz mamy trochę ciężkiej pracy. Jak już powiedziałem, zanim zaczniesz trening na serio muszę poznać twoje możliwości, żebym nie zrobił ci krzywdy. Teraz chcę zobaczyć, jak jesteś porozciągana. Stań na baczność!
Wykonałaś polecenie od razu. Ja wziąłem do rąk stoper i notes, po czym dałem ci pierwsze zadanie.
--Teraz stań w rozkroku, tak żeby uda tworzyły kąt sześćdziesiąt stopni, połóż dłonie na zewnętrznej stronie nóg i powoli, schylając się do przodu sięgnij do kostek. Gdy zegniesz się tak głęboko, jak możesz powiedz "już" i trzymaj tak długo, aż się przewrócisz lub ból będzie nie do wytrzymania.
Wykonałaś polecenie. Zgięłaś się całkiem głęboko. Na twój znak wystartowałem stoper. Wstałem i obszedłem cię dookoła przyglądając się. Naprężone łydki, wypięte pośladki, włosy zamiatające podłogę i wyraz wysiłku na twarzy. Dwie minuty. Pogłaskałem cię najdelikatniej po wzgórku łonowym i poniżej. Spojrzałaś na mnie. Na to podstawiłem ci stopę pod nos. Pocałowałaś mnie w podeszwę po czym odchyliłaś głowę patrząc na podłogę. Trzecia minuta.
--»chcę do domu«, ścięgna pod kolanami mnie rwą!
--Wyprostuj się! -- Stanęłaś na baczność. -- Trzy i pół minuty. Dobry wynik. Teraz coś na odpoczynek: siądź płasko na podłodze, rozchylając kolana szeroko złącz stopy podeszwami i przyciągnij tak blisko miednicy, jak się da. A teraz wyprostuj plecy i podeprzyj się rękami za plecami, popatrz przed siebie i zamknij oczy. Oddychaj spokojnie. Nie będę cię łaskotał. Poczuj podłogę na której siedzisz, poczuj jak twoje stopy dotykają się. To ćwiczenie doskonale rozluźnia. Zaczynam liczyć.
W tej pozycji można wytrzymać długo, więc spokojnie włączyłem laptopa i zacząłem przegląd prasy. Słyszałem twój spokojny, równy oddech. Po dziesięciu minutach zaczęłaś się wiercić i poprawiać. Pop piętnastu zapytałaś:
--Czy mogę już skończyć? Nadgarstki mi drętwieją i nogi odjeżdżają do przodu.
--Dobrze, usiądź z wyprostowanymi nogami. Zrób na kilka sekund mostek a potem uklęknij.
Wykonałaś wszystkie polecenia.
--Teraz rozsuń nieco kolana, i usiądź tak, aby pośladki były między piętami, teraz odwróć stopy tak, aby palce celowały na zewnątrz a boki stóp przylegały do podłogi. Nie używaj siły, powinnaś tą pozycję osiągnąć poprzez rozluźnianie. Wyprostuj kręgosłup i skrzyżuj nadgarstki z tyłu na kości ogonowej. Patrz na przestrzeń między kolanami.
Patrzyłem jak przymierzasz się, układasz wygodnie i próbujesz właściwego ułożenia. W końcu przełożyłaś ręce do tyłu, pochyliłaś głowę i szepnęłaś: "już". Chodziłem dookoła ciebie przyglądając się. Za jakiś czas będziesz spędzać tak długie godziny utrzymywana w pozycji przez linkę i kajdanki.
--To ćwiczenie pomaga nauczyć się rozpoznawać przychodzące skurcze, jeżeli poczujesz, że skurcz się zbliża to rytmicznie napinaj mięśnie i przebieraj palcami, tka jak robiłaś wtedy w akademiku ze związaną ręką. Powiedz mi, kiedy ból będzie nie do zniesienia.
po dwunastu minutach, z których najmniej siedem ostatnich wierciłaś się pojękując cicho, usłyszałem: «chcę do domu », po czym przewróciłaś się na plecy. Zanotowałem wynik.
--Nieźle ci idzie, chociaż mówiłaś że nie trenujesz już tego kick-boxingu. Gotowa, żeby iść dalej?
--Tak, to tylko chwila, zanim wszystko przejdzie. Minutka. -- odpowiedziałaś rozdzierając kostki i kolana. Odczekałem, aż skończysz.
--Teraz stań na baczność, stopy równolegle. Utrzymując równowagę kucnij i obejmij rękami kolana. Pięty mają być cały czas na ziemi.
Przyjęłaś pozycję niemal natychmiast i bez trudu. Pomyślałem, że być może trzeba było kazać ci zrobić to ćwiczenie na pionowej belce. Jednak moje zapędy zostały ostudzone: już po półtorej minuty z okrzykiem zdziwienia upadłaś na pupę.
--Chcesz spróbować jeszcze raz?
--Nie, to chyba wszystko, na co mnie stać.
--No to teraz zrób kwiat lotosu. Jeżeli nie dasz rady trzymać dłoni na kolanach, to podeprzyj się z tyłu.
Nie było takiej potrzeby. Usiadłaś bez wysiłku ze skrzyżowanymi łydkami i stopami na udach, opierając grzbiety dłoni na kolanach.
--Ommmm -- wymsknęło ci się.
--Jak już, to Omm mani padme hum! -- odpowiedziałem -- głowa prosto, plecy prosto, przytknij dłonie do podeszew stóp i zamknij oczy.
W tej pozycji też można trwać dość długo, więc wróciłem do przeglądania sieci. Minuty mijały, po kwadransie zaczęłaś się wiercić, po dwudziestu minutach odezwałaś się
--Noga mi spadła, czy to się liczy jako koniec?
--No tak, chodzi nie tylko o siłę fizyczną ale też zdolność do koncentracji. Jeszcze jedno, będzie kwita: połóż się na baczność na plecach i wyciągnij ręce w bok kładąc dłonie na podłodze. Teraz podnieś nogi do góry, stopy w en point ale niech kość ogonowa spoczywa na podłodze. I teraz nie liczymy czasu, ale pełne cykle. Skręć tułów najpierw w lewo, aż lewa stopa dotknie podłogi, trzymaj jedną sekundę potem sekundę w górze, potem to samo z prawej. I to jest "jeden". Licz głośno. Nie spiesz się.
-- Jeden... Dwa... Trzy... Cztery... -- rozbrzmiewał twój śpiewny głosik, coraz bardziej zasapany -- Czternaście... Piętnaście... -- przerwałaś dysząc ciężko, ale zaraz podjęłaś znowu:
--Szesnaście... Siedemnaście... Osiemnaście... Au! Nie podniosę.
--Ślicznie. Koniec testu. Przewróć się na brzuch i zrób kołyskę. Poczekaj na mnie.

Poszedłem do sypialni, rozebrałem się i narzuciłem jedwabny szlafrok. Potem podszedłem do lodówki i nalałem nam obojgu po kuflu piwa.
--Usiądź wygodnie, masz, napij się.
Złapałaś kufel oboma rękoma i pociągnęłaś kilka solidnych łyków.
--Jak mi poszło? -- zapytałaś.
--To nie jest ważne, czy wynik jest dobry, czy zły. To jest pierwszy pomiar, do którego będziemy porównywali wszystkie następne. Ten zestaw ćwiczeń warto powtarzać codziennie, żeby być w formie.
Wypiłaś swoje piwo duszkiem i odniosłaś swój kufel, po czym uklękłaś przede mną, rozkładając kolana szeroko i kładąc dłonie na udach. Kończyłem swój kufel powoli, w końcu podałem ci pusty. Odniosłaś go i wróciłaś na swoją pozycję.
--No chodź, kocie. Teraz możesz wejść ma kolana.
Nie trzeba było dwa razy powtarzać. Z gracja wskoczyłaś na kanapę i podeszłaś do mnie z boku, ocierając się i trącając łapą. Ja pogłaskałem cię po głowie, podrapałem za uchem i pocałowałem w czoło. Dotknąłem nosem twojego nosa, ty przycisnęłaś pierś do mojej, zamknęłaś oczy i rozchyliłaś usta zbliżając do moich. Pocałowaliśmy się, przytulając i ściskając jakiś czas, po czym ty rozplątałaś mój szlafrok, oderwałaś usta od moich i powoli zaczęłaś przenosić się w dół, w końcu dotykając końcem języka końca mojego penisa. Ułożyłaś się wygodniej, ja wsunąłem lewą rękę między twoje uda a ty kontynuowałaś, odgarniając od czasu do czasu włosy z czoła. Doprowadziłaś mnie do końca w ciągu kilku zaledwie minut, po czym zwinęłaś mi się w kłębek na kolanach. Objąłem cię ramionami i tak trwaliśmy bez słów a słońce powoli zachodziło za wąskimi szczelinami okien.

Wyrwał nas z tego letargu zew natury: Popatrzyłaś na mnie i powiedziałaś:
--Mamy problem. Muszę do toalety. Jak s tym się sika?
--Ten akurat nie ma rozporka, trzeba się rozebrać. Opcja A jest taka, że zaprowadzę cię do toalety i zrobię wszystko co trzeba jak przy dziecku z porażeniem mózgowym, opcja B natomiast, że robimy przerwę w treningu, żebyś mogła to zrobić sama.
--No nie wiem. To dziwne...
--więc rozkazuję ci, żebyś tam poszła ze mną. Pod karą chłosty. -- zażartowałem, ale ty wzięłaś to chyba na serio. Wstałaś z mich kolan, podniosłaś z wieka skrzynki smycz, która leżała tam od wczoraj i klęknęłaś na podłodze unosząc smycz w górę w obu rękach. Wziąłem ją i przypiąłem do obroży pytając:
--Ale czy jesteś pewna?
--Jeśli takie jest życzenie mojego pana, to jestem pewna. -- odpowiedziałaś wyraźnie rozbawiona
--No dobrze, jeszcze ostanie przygotowania. Wstań!
Wyjąłem ze skrzynki dwa motki sznurka. Jednym szybko skrępowałem ci nadgarstki z przodu, drugim związałem ci nogi nad kolanami, zostawiając dłuższe luźne końce. Pociągnąłem delikatnie za smycz. Wspięłaś się na palce i drobnymi kroczkami ruszyłaś na przód.
Na miejscu podniosłem deskę i kazałem ci stanąć przy muszli. Rozpiąłem zapięcie na karku i zacząłem zsuwać z ciebie kombinezon aż zatrzymał si na związanych nadgarstkach. Popchnąłem cię lekko, żebyś się pochyliła, odsłoniłem pośladki i przywiązałem twoje nadgarstki do kolan.
--Jak chcesz, mogę wyjść na chwilę, nie bawi mnie złoty deszcz.
--Dziękuję
Zaczekałem za drzwiami. Gdy skończyłaś zrobiłem wszystko co trzeba. W końcu dawno temu miałem małe dzieci, wiem co i jak. Jednak zamiast cię ubrać po prostu pociągnąłem za smycz. Mruknęłaś ze zdziwieniem, lecz nie stawiałaś oporu. Zaprowadziłem cię na środek salonu, po czym upuściłem smycz na ziemię i zacząłem rozkładać kanapę. Gdy skończyłem podszedłem do ciebie. Stałaś nadal zgięta z wypiętą gołą pupą. Dałem ci klapsa. I drugiego dla równowagi w przeciwny pośladek. Połaskotałem w kroczu, poczułem, że jesteś wilgotna, więc podniosłem koniec smyczy z podłogi, przycisnąłem się do ciebie z tyłu i wziąłem retro. Trzymałem cię mocno za biodra, żebyś nie straciła równowagi. A gdy poczułem, że zbliżasz się finału, nagle przestałem, wysunąłem się z ciebie i zacząłem obchodzić dookoła. Zadarłaś głowę z wyrazem zmieszania na twarzy.
--Pamiętasz? To moje zachcianki mają być spełniane, nie twoje. Ale jeszcze dostaniesz swoją nagrodę dzisiaj. A do tego zmienimy przebranie. Siądź na łóżku!
Rozwiązałem cię, odpiąłem smycz i zupełnie ściągnąłem granatowy catsuit. Przyniosłem za to ze skrzynki kilka białych zawiniątek.
--Na początek to: kolejny prototyp, kiedy zastanawiałem się nad zapięciem. Wchodzi się do niego przez dziurę na plecach. Nogi do góry! -- nasunąłem ci dolną część do połowy ud, kazałem zgiąć si w pasie i wsunąć ręce i górną połowę ciała w drugą część. Potem wystarczyło się wyprostować i już byłaś ubrana catsuit z cienkich bawełnianych rajstop.. Na to założyłem ci jedną parę białych nylonów na ręce i ramiona, a głowa wyszła przez otwór po usuniętym kline, zaś drugą na nogi, tylko że naciągnąłem ją aż do ramion wyprowadzając ręce przez dziury wycięte pod paskiem ściągacza.
--I jak ci? Ten zestaw ma przewagę nad poprzednim: ma rozporek -- tu sięgnąłem do twojego krocza i połaskotałem -- nie można spokojnie się załatwić, ale za to można kilka innych rzeczy.
Przez chwilę oglądałaś się i gładziłaś rękoma, podeszłaś do lustra i przyjrzałaś się dokładnie. Potem uklękłaś przy brzegu łóżka i zapytałaś
--Czy mogę być dla mojego pana w czymś użyteczna tej nocy? -- rozpoznałem od razu cytat z jednego z opowiadań, które kiedyś wspólnie komentowaliśmy w internecie. Odpowiedziałem dalszym ciągiem tego dialogu:
--Tak, mogę użyć cię tej nocy. -- i dodałem --Chodź, kocie.

Stanęłaś na czworakach na środku łóżka, obniżyłaś głowę, oparłaś się na łokciach wypinając pośladki i wydałaś z siebie zew marcującej kotki. Nie trzeba było mnie przyzywać długo.

2011-06-10

.:początek:.

4. Spotkanie czwarte

Dzikiego kota można oswoić

Niedziela.
Nim jeszcze rozległ się dźwięk budzika zadzwonił Twój telefon. Nieco nerwowo poderwałaś się z łóżka. Chwila wahania, zdziwione spojrzenie na uwięzione w elastycznym materiale dłonie, dotknięcie obroży na szyi... Spojrzałaś w moja stronę, nasze oczy spotkały się. Nie spałem już od kilku minut, lecz nie wstawałem z kanapy.
--Dzień dobry księżniczko! -- powiedziałem. Wstałem szybko i przyniosłem ci telefon. Odebrałaś z pewnym trudem. Kilka urwanych słów i końcówka w stylu "mogliście wysłać SMS". Zakończyłaś połączenie a telefon wypadł ci z rąk. Rzuciłaś się na łóżko i przeciągając się jęknęłaś z niezadowoleniem, po czym zwinęłaś się w kłębek i jęknęłaś cicho:
--niech mnie ktoś przytuli...
Położyłem się za tobą, przycisnąłem się do pleców i oplotłem ramionami opierając policzek przy twoim uchu.
--Zła wiadomość?
--Nie... Sensei... Bardzo dobra wiadomość. Bardzo miła. Po prostu niepotrzebnie mnie obudzili. Nie muszę iść dzisiaj na to cholerne wprowadzane danych. Przez całą noc nie było prądu i komputery padły; ci, co byli umówieni do pracy na rano i tak nic nie zrobią... Mogę więc zostać tutaj... Znaczy chcę zostać tutaj... Znaczy, czy mogę Sensei zostać dzisiaj z tobą?
--No nie wiem... -- zacząłem się droczyć -- A grzeczna byłaś?
Wyśliznęłaś się z mojego objęcia, uklękłaś na środku łóżka i pokłoniłaś się dotykając nosem kolan:
--Ale ja ładnie proszę...
--W takim razie łaskawie zgadzam się.

Przyłożyłem prawą dłoń do twojego policzka, podniosłem cię i pocałowałem krótko w czoło.
--Kładź się na plecach, nogi i ręce szeroko! Poranna inspekcja!
Wykonałaś rozkaz natychmiast.
Zacząłem cię całą obwąchiwać dotykając koniuszkiem nosa. Doskonale wiedziałem, że to strasznie łaskocze. Szyja, ramiona, ręce, wnętrza dłoni --czułem jak trzęsiesz się tłumiąc śmiech, raz może dwa próbowałaś uciec; krótkim zdaniem nakazałem ci leżeć spokojnie -- boki, piersi, brzuch, wzgórek łonowy, muszelkę, uda, łydki, króciutko podeszwy stóp i z powrotem w górę: łydki, uda, brzuch, między piersiami i skończyłem pocierając o twój nos. Cała wydzielałaś ten szczególny zapach. Naturalną woń kobiety. Aromat osoby która przez większość ostatniej nocy uprawiała seks, który sprawiał jej przyjemność. Chciałaś się podnieść ale zatrzymałem cię. Położyłem się wygodnie obok i zacząłem bez pośpiechu delikatnie samą opuszką palca łaskotać twoje sutki. Pojedynczo. Na przemian. Powoli.
Zamknęłaś oczy a twoje nozdrza drgnęły. Widziałem po twoim wyrazie twarzy, jak powoli zmienia się percepcja nowego doznania -- zwykłe łaskotanie powoli i niespodziewanie staje się erotycznym masażem. Twoje brodawki podniosły się i wyglądały teraz jak ziarnka grochu ściśnięte pod elastycznym materiałem. Stały się jeszcze bardziej wrażliwe na dotyk. Czułem pod palcem ciepło. Ty tak samo musiałaś odczuwać mój dotyk gorący niemal jak rozżarzony pogrzebacz. Kontynuowałem niespiesznie, Raz głaszcząc delikatnie, raz dmuchając zimnym powietrzem. Twoje oddechy stały się głębsze i nieco szybsze. Zaczęłaś się wiercić delikatnie na posłaniu. Sięgnąłem do twojej łechtaczki. Też była twarda. Włączyłem i ten trzeci guziczek to kolejki pieszczot. Napięcie rosło. Kilka razy oblizałaś wargi. Pocałowałem cie krótko, chciałaś mnie objąć, ale ja rozkazałem ci wsunąć ręce pod plecy łapiąc dłońmi za łokcie, w box.
Sięgnąłem do skrzynki.

Wtedy nagle, na obu sutkach jednocześnie, zamiast głaskania i łaskotania poczułaś coś zupełnie innego: twardy ucisk metalu, wolno narastający. Otworzyłaś oczy i poderwałaś głowę, żeby się przyjrzeć -- to były zwykłe biurowe klamry do papieru. W końcu puściłem je i zacisnęły się z pełna siłą. Jęknęłaś cicho a twoja głowa opadła na posłanie. Przesunąłem palcem spomiędzy piersi przez brzuch, pępek i wzgórek łonowy do rozporka twojego kociego przebrania. Teraz mogłem całą uwagę poświęcić perełce w twojej muszelce. Zaczęłaś wić się na łóżku, pomrukiwać, szurać stopami.
Potarłem nieco mocniej. Złapałem między palce i ścisnąłem lekko, potem nieco bardziej stanowczo. Zabolało, potem bardziej, ale nie prosiłaś, żebym przestał, ciągnięta trochę ciekawością, lecz chyba bardziej zwykłym zwierzęcym pożądaniem. Z każdym uciśnięciem wydawałaś cichy okrzyk bólu.
W końcu usiadłem pomiędzy twoimi udami, przyłożyłem usta do twego wilgotnego otworka i -- zacząłem ci robić malinkę tuż nad łechtaczką. Zaplotłaś mi nogi wokół szyi i próbowałaś się przesunąć, podstawić bardziej wrażliwą na pieszczoty częścią, ale ja podążałem za twoimi ruchami, cierpliwie i boleśnie ssąc jedno miejsce, które zapamiętasz na cały tydzień. W myślach liczyłem sekundy, żeby jedynie zostawić ślad ale nie zniszczyć delikatnej skóry. W końcu przestałem.

Wyśliznąłem się z twojego uścisku i stanąłem przy łóżku patrząc na ciebie z góry. Leżałaś chwile jakby na coś czekając, po czym spojrzałaś na mnie i, trzymając ciągle ręce za plecami, uklękłaś. Patrzyłaś na mnie, wciąż lekko zdyszana, z miną smutnego psa.
--Czy coś nie tak? Mój mistrz nie jest zadowolony?
--Ależ bardzo zadowolony, lecz na swoja nagrodę musisz chwilkę poczekać.
Pochyliłem się, żeby zdjąć klamerki. Jedną delikatnie rozpiąłem, drugą ściągnąłem szarpiąc przy wtórze okrzyku twojego bólu.
--To był taki mały eksperyment, żeby pokazać że ból może być nieprzyjemny i przyjemny jednocześnie. Ale cóż będziemy robili z tak miło rozpoczętym dniem?
Klęczałaś na łóżku rozcierając obolałe miejsca, patrzyłaś gdzieś w bok zamyślona.
--Skoro nie masz pomysłu, to niech to będzie po prostu normalny dzień odpoczynku. Posiedzimy, pogadamy jak Pan z kotem, bo za dużo figli na raz może powodować niestrawność.

Zająłem się przygotowaniem śniadania, a ty wzięłaś się za uprzątnięcie naszego posłania. Szło ci nieporadnie, bo skarpetki na rękach dodatkowo jeszcze przykryte śliskim nylonem nie pozwalały niczego dobrze chwycić. Ale uporałaś się ze złożeniem pościeli w kostkę i ze zmontowaniem kanapy. Chciałaś odnieść pościel do mojej sypialni, ale zatrzymałem cię:
--Tam na razie nie wchodź. Pozostaw wszystko na progu, sam sprzątnę.
Nie zapytałaś, dlaczego. Skierowałaś się za to do łazienki. Przerwałem na chwilę i popatrzyłem uważnie. Oczekiwałem, że zawołasz mnie na pomoc. Ubrałem płaszcz, uprzątnąłem pościel, zamknąłem sypialnię i podsłuchiwałem przez chwilę pod drzwiami, po czym wróciłem do kuchni. Spędziłaś wewnątrz kilka minut i wyszłaś jak gdyby nigdy nic.
--Podejdź tutaj! -- zawołałem. W kilku podskokach stałaś już przy mnie. Twoje oczy błyszczały zawadiacko, wyraz twarzy wskazywał, że z całych sił starasz się ukryć wielkie rozbawienie.
--Czuję w tym jakiś podstęp! -- skomentowałem. Opłukałem ręce, wtarłem dokładnie, po czym chwyciłem cię za nadgarstki i przyjrzałem się twoim dłoniom: ani śladu wilgoci albo obcego zapachu. Sięgnąłem bezceremonialnie między twoje nogi, króciutko dotykając kantem dłoni warg sromowych. Stanęłaś w rozkroku, jakbyś wiedziała, że sprawdzę. Sucho. Ale słyszałem odgłos spuszczanej wody.
--Mam teorie na ten temat, ale chętnie wysłucham najpierw twojej wersji -- bardziej stwierdziłem niż zapytałem -- mów, kocie!
Roześmiałaś się, lecz opanowałaś po kilku sekundach.
--Wybacz Sensei, nie mogłam się powstrzymać. Proszę nie karz mnie surowo za brak szacunku -- zaczęłaś cytatem. -- No więc już byłam raz w nocy i wszystko sobie obejrzałam. Masz takie same pomoce w toalecie jak widziałam na praktyce w ośrodku opieki. No więc wiedziałam, że nie pochwalisz, Sensei, jeśli się rozbiorę a bardzo nie chciałam nikogo budzić. Dałam rade sama. Teraz rano też. Czy jesteś zły?
W odpowiedzi uśmiechnąłem się od ucha do ucha:
--I ty, kocie, mówiłaś o sobie jeszcze trzy tygodnie temu "ale jestem głupia"! Więc wiedz, że domyśliłaś się sama czegoś, czego niektórzy musieli się dość długo uczyć mając przykład i dokładne instrukcje... Możesz być z siebie dumna, w nagrodę osobiście cie nakarmię. Chodź!
Pomogłaś mi ustawić stolik. Z jednej strony położyłem poduszkę, z drugiej niewielką prostokątną matę. Kazałem ci uklęknąć i przełożyć ręce za plecy, po czym związałem ci nadgarstki, niezbyt ciasno. Przyniosłem śniadanie. W jednej misce sałatka z owoców w drugiej płatki z jogurtem, i tylko jedna łyżka.
--Zęby mam wyleczone oraz nie mam WZW-C ani tego drugiego świństwa. -- kilka lat temu byłby to taki śmieszny żarcik, ale czasy się zmieniły
Spróbowałem z obu misek, a potem nakarmiłem ciebie. I tak łyżka krążyła nad stołem. Przypomniały mi się migawki z poprzedniego życia, które tak nagle minęło... Coś ścisnęło mnie w żołądku, ale wydawało mi się, że nie zauważyłaś. Ale było tez coś urzekająco niewinnego, kiedy rozchylałaś lekko usta, wysuwając język przed zęby w oczekiwaniu na kolejny kęs, jak oblizujesz się, próbując złapać językiem uciekającą z kącika ust kropelkę soku i jak się rumienisz, kiedy zauważasz, że patrzę. Mogło by to trwać wieki. Ale w końcu zjedliśmy wszystko. Uprzątnąłem naczynia.
--Kawy? -- zapytałem. Nigdy nie należy lekceważyć nałogu, brak kofeiny może zepsuć dzień.
--Jeżeli Sensei uzna za stosowne. -- odparłaś po chwili wahania. Zastanawiałaś się raczej jak odpowiedzieć, żeby nie wyjść z roli. Uruchomiłem maszynę do espresso. Po chwili do twojej filiżanki dolałem zimnej wody i wsadziłem krótką słomkę. Patrzyłem, jak zginasz się i próbujesz znaleźć wygodną -- czy raczej mniej niewygodną -- pozycję, aby się napić. W końcu jednak udało ci się.
--Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia, kocie. Zobaczymy, czy wytrzymasz cały dzień ze związanymi rękoma. Są skrępowane luźno, ale nie wolno ci bez pozwolenia przełożyć łapek do przodu.
--Tak Sensei. Postaram się.
--Dzisiaj możemy obejrzeć film, albo dwa. Dam ci odpocząć.

Przyniosłem z innego pokoju pudełko z płytami, uruchomiłem DVD i monitor. Usiadłem na kanapie, a ty uklękłaś tyłem do mnie okrakiem na poduszce, pomiędzy moimi nogami. Mogłem pogłaskać cie po głowie, mogłem pochylić się i pogłaskać cię po piersiach, mogliśmy pocałować się do góry nogami. Obejrzeliśmy kilka pozycji z płyty, same klasyki: The secretary, Gorzkie gody i dość rzadkie Gor oraz Outlaw of Gor.
Szybko znudziło ci się siedzenie na podłodze, pozwoliłem ci wejść na kanapę. W zasadzie spędziliśmy tak kilka długich godzin, przytulając się, rozmawiając, komentując oglądane obrazy.
Zapewne jeszcze dwa tygodnie temu w życiu nie pomyślałabyś, że będziesz w takie sytuacji: W domu obcego faceta, ubrana w niedorzeczny strój który bardziej odsłania niż ukrywa, w obroży na szyi jak jakiś zwierzak a do tego ze związanymi na plecach rękoma. Mało tego, że będziesz to traktować tak lekko, jak by to była najnormalniejsza na świecie rzecz, niczym wyjście do sklepu po bułki. Możliwe, że jakaś część ciebie chciała zerwać się i uciec, inna krzyczała "a co by mama powiedziała?"... A jednak wybrałaś raczej zwijać się w kłębek na moich kolanach, przytulać się lub kłaść głowę na moim udzie i pozwalać się drapać za uchem.
Wiem. Czasem człowiek ma ochotę zostawić wszystko za plecami i być tylko zwierzakiem.

Pod koniec GOR'a, którego nie omieszkałem wyśmiać (jak zwykle z resztą, gdy mowa o dziełach i filozofii Johna Normana), usiadłaś znowu na podłodze okrakiem na poduszce, ale tym razem twarzą do mnie. Zaczęłaś rozgrzewać mięśnie karku i poruszać związanymi rękoma, systematycznie starając się rozluźnić mięśnie -- musiało zacząć boleć. Swoją drogą niezły czas, jak na pierwszy raz, sześć godzin. Najwidoczniej twoje starania nie przyniosły spodziewanego efektu, gdyż zapytałaś:
--Sensei, czy wolno mi przełożyć ręce do przodu?
--czy ból jest nie do zniesienia?
--Nie jest tak źle, ale daje się we znaki.
--I tak idzie ci zadziwiająco dobrze. Znaj łaskę pana. Możesz, o ile zrobisz coś pożytecznego.
Znów mogłem oglądać popis akrobatyczny: Półmostek, chwilka szamotaniny, świeca i ręce, choć nadal skrępowane w nadgarstkach, ale z przodu. Uklękłaś przede mną, położyłaś dłonie na mych udach i przesunęłaś od siebie rozchylając poły płaszcza kąpielowego. Złapałaś mojego penisa i pochyliłaś się całując jego żołądź. Potem objęłaś całą żołądź wargami i zaczęłaś lizać. Przerwałem ci jednak.
--To miło, że myślisz o mnie, ale akurat nie o takich pożytecznych sprawach myślałem.
Oderwałaś się ode mnie z głośnym Cmoknięciem. Nim zdążyłaś cokolwiek powiedzieć, kontynuowałem:
--Za chwilę się pobawisz. Teraz jednak zgłodniałem. Więc podczas gdy przygotuję posiłek, możesz zająć się przez chwilę sobą. Na przykład możesz poćwiczyć. Wczoraj zamiast twojego zwykłego work-outu było tylko rozciąganie, wiec miałaś dzień przerwy w tej twojej super-serii.
Chwila wahania w twoich oczach. Wspomniałem o czymś z realnego świata. O planach i postanowieniach Uli J, nie kota nazwanego Rysiek. Widząc to niezdecydowanie wziąłem cię pod włos:
--Jak mogę zaufać tobie, że będziesz dotrzymywać słowa danego mnie, jeżeli masz kłopot dotrzymać słowa danego sobie? Do roboty. Zaś mnie miło będzie patrzeć.

Wkrótce też przestrzeń małego mieszkanka w suterenie wypełniły z jednej strony odgłosy siekania i mieszania a z drugiej tupanie, sapanie i jęknięcia oraz liczenie szeptem: Patrzyłem, jak dajesz sobie wycisk. Na zacięty wyraz twarzy. Na to, jak twoje przebranie staje się coraz bardziej przezroczyste nasiąkając potem. A przy tym kolejny raz zastanowiłem się nad faktem, jak to przy zwykłych ćwiczeniach siłowych związanie rąk niemal w ogóle nie przeszkadza. Minuty mijały, a ty nie zwalniałaś tempa. Znów w wyścigu szczurów, znów ścigając się z własna słabością. Wiele dni później opowiedziałaś mi o tym. Ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, byłem po prostu zafascynowany twoją determinacją.
Moje gotowanie dobiegało końca akurat, gdy ty wygięłaś się w perfekcyjnym mostku, kończąc morderczy trening. Zawczasu nalałem dla ciebie pełen kubek wody. Podeszłaś do kontuaru i wypiłaś duszkiem bez słowa, dopiero gdy cała zawartość znikła wydyszałaś:
--Dziękuję, Sensei. Zawsze wiesz, czego mi potrzeba...
Próbowałaś poprawić włosy, ale przeszkodziły ci związane ręce. Powąchałaś wnętrza dłoni, dotknęłaś piersi, spojrzałaś na wnętrza ud...
--Sensei, czy powinnam się umyć? Zawsze po ćwiczeniach biorę prysznic
--Poprawka: Ula zawsze po ćwiczeniach bierze prysznic. Dla ciebie kocie jeszcze nie ma żadnego zawsze bo istniejesz od przedwczoraj. A ja dzisiaj chcę cię właśnie taką: Mokrą kotkę. Pozwól jednak, że sam cię trochę ogarnę. Ręce do tyłu!
Minę miałaś niepewną i lekko zwlekałaś z wykonaniem polecenia. Popatrzyłaś na mnie na mnie, otworzyłaś usta jakbyś chciała coś powiedzieć, lecz spojrzałem poważnie, może nawet nieco zbyt twardo, ty tylko skinęłaś twierdząco głową, usiadłaś na podłodze i po chwili znów stałaś przede mną z rękoma za plecami.
Uśmiechnąłem się, podszedłem do ciebie, przeczesałem włosy, wytarłem twoją twarz wilgotną chusteczką. Pocałowałem w czoło. Też uśmiechnęłaś się nieśmiało.
--Dopiero co przyznałaś, że najlepiej wiem czego ci trzeba... Chodź, bo wystygnie.

Obiad spożyliśmy podobnie jak śniadanie, z tym że tym razem nie w milczeniu. Pozwoliłem ci zapytać dokładnie o trzy rzeczy, obiecując, że porozmawiamy "z offu", poza naszymi rolami, jako Paweł i Ula. Pierwsze pytanie, tak jak się spodziewałem, padło o to, dlaczego nie pozwoliłem wejść do sypialni. Odparłem, że prawdopodobnie już niedługo cię tam zaproszę i opowiem moją historię. Ze szczegółami. Które są ważne by zrozumieć, lecz jeszcze nie jesteś na to gotowa -- czy taż może ja jeszcze nie jestem gotowy podsumować przeszłość. Zapytałaś też, kto mieszka w domu nad nami. Odpowiedziałem tylko tyle, że to osoba, którą dobrze znam, i że opiekuję się tym domem przez cały czas, kiedy jego nie ma: podlewam kwiaty raz w tygodniu i sprawdzam, czy nie ma żadnych odebranych faksów, żeby poinformować mailem. Bo właściciela nie ma w kraju już trzeci rok. (Teraz wiesz dobrze, że wcale nie skłamałem). Nad ostatnim pytaniem zastanowiłaś się chwilkę
--Czy powiesz mi, o co chodzi z tym mokrym kotem? Że chcesz mnie jako zmokniętego kota?
--Tak, Powiem. Trzy pytania trzy odpowiedzi. -- Odparłem i zrobiłem dłuższą pauzę. Moja twarz była bez wyrazu i nieprzenikniona. Nie wiedziałaś czy żartuję, czy mówię serio.
--Ale... -- zaczęłaś
--No co, gram wciąż wewnątrz ustalonych zasad. Ty zaś musisz się nauczyć precyzyjnie wyrażać swoje myśli, bo jestem złośliwy z natury i będę udawał, że się nie domyślam. Tak na przykład w ostatnim pytaniu nie sprecyzowałaś czasu. Ale nie mam zamiaru się droczyć. Nie powiem ci z prostej przyczyny: sam nie wiem. Kręci mnie. Bez powodu. Specjaliści od psychoanalizy pewnie by mi wyłożyli jakie traumatyczne przeżycie z dzieciństwa jest tego powodem, ale nie chcę wiedzieć, bo dobrze mi z tym. Bo teraz mam ciebie, a najbliższe miesiące pokażą, czy dasz się oswoić na zawsze.
Moja odpowiedź musiała poprawić ci humor. A w misce ukazało się dno.

Gdy sprzątnąłem ze stołu, zauważyłem, że znów starasz się rozruszać mięśnie ramion.
--Sądzę, że masz już dosyć -- stwierdziłem. -- Chodź, to cię rozwiążę.
--Nie trzeba, Sensei, daję radę.
--Nie dyskutuj.
Podeszłaś i uklękłaś tyłem do mnie. Rozwiązałem węzeł i zdjąłem krępującą nadgarstki linkę.
--Nie wiem, jak ty, kocie, ale ja po takiej wyżerce mam ochotę na deser.
Rozsiadłem się na kanapie i odchyliłem połę płaszcza. Jeszcze raz tego dnia uklękłaś pomiędzy moimi nogami. Oparłaś dłonie na moich kolanach i przesunęłaś do mnie. Pogłaskałaś mnie po brzuchu, po wewnętrznej stronie ud i w końcu zaczęłaś delikatnie masować moją męskość. Nachyliłaś się i pocałowałaś kilka razy w żołądź, polizałaś, a w końcu złapałaś ustami. Popatrzyłaś na mnie, po czym zamknęłaś oczy i całkowicie zatraciłaś się w czynności fellatio. Twoje dłonie błądziły po mej skórze, głaszcząc, łaskocząc mosznę to znów zaciskając się na trzonie penisa. Co jakiś czas spoglądałaś na mnie, jakby pytając "czy dobrze?", głaskałem cię wtedy po policzku.
Finał przyszedł po kilkunastu długich minutach: zatopiłem palce w twoich włosach, ty objęłaś mnie rękami w pasie i przylgnęłaś do mnie ssąc z całej siły. Aż jęknąłem z zadowolenia, co nie zdarza mi się często. Chciałaś mnie wypuścić, ale przytrzymałem cię. Powiedziałem żebyś teraz tylko najdelikatniej masowała mnie językiem. Tak zrobiłaś. A ja nie moglem usiedzieć na miejscu -- mój najczulszy punkt teraz tuż po kulminacji stał się jeszcze bardziej wrażliwy na dotyk, delikatne łaskotanie powodowało, ze powoli odlatywałem. Oplotłem cię nogami i raz jeszcze zanurzyłem palce w twoich włosach, czochrając i tarmosząc, ale nie chwytając ich.
W końcu chwyciłem cie za głowę i delikatnie pociągnąłem w górę: podążyłaś za moimi dłońmi i wspięłaś mi się na kolana. Rozchyliłaś usta do pocałunku, ale ja szepnąłem do twojego ucha krótko:
--Bocian.
To pozornie wyrwane z kontekstu słowo teraz mogło mieć tylko jedno znaczenie: poznałaś je w nocy. Delikatnie, razem z tobą, zsunąłem się na podłogę. Pocałowałem cię, a ty kontynuowałaś ruch w dół, w końcu leżałaś na deskach na brzuchu, twoja prawa noga była wyprostowana, lewe kolano zaś podciągnięte do góry, dłonie ułożyłaś pod policzkiem. Dotknąłem twojej prawej stopy i przesunąłem dłoń w górę, powoli masując, aż zatrzymałem się na ramieniu. Zawisłem nad tobą dotykając żołędzią twojej muszelki a potem delikatnie wsunąłem się do ciepłego wnętrza. Zacząłem bardzo powoli, by co chwilę zwiększać tempo. Jęknęłaś cicho. Przykuliłem się do twoich pleców. Prawą ręką złapałem za twój prawy nadgarstek, lewą wsunąłem pod twój policzek.
--Czas na twoja nagrodę -- szepnąłem do ucha, zanim złapałem ustami za jego płatek.

Kochałem się z tobą powoli, z wyczuciem. Doprowadzając na skraj rozkoszy, by zwolnić, przejść do lekkiego masażu, a potem znowu przez chwilę szybciej, głębiej... W pewnym momencie przerwa była nieco dłuższa, wtedy szepnąłem do ciebie:
--A teraz coś niesamowitego. Ściśnij mnie! -- i przesunąłem ręką twoje prawe kolano w dół. Położyłaś się na baczność a potem jeszcze zaplotłaś nogi w kostkach i ścisnęłaś mocno uda. Pchnąłem raz głębiej, jęknęłaś cicho.
--Daj ręce do tyłu!
Złączałaś nadgarstki na plecach a ja szybko lecz pewnie skrępowałem je linką. Oparłem się na łokciach i zacząłem poruszać się coraz szybciej i głębiej. Ciche stęknięcia stały się głośniejsze i w końcu zaczęły zlewać się w pojedyncze wycie. Odwróciłaś głowę w drugą stronę, polizałaś moją prawą dłoń, która teraz leżała tuż przy twojej twarzy. Włożyłem ci kciuk do ust, a ty złapałaś go zębami, po czym zaczęłaś ssać i lizać.
Po kilku minutach szaleńczego galopu usłyszałem zwierzęcy skowyt i poczułem pełen rozkoszy drżenie twojego ciała. Opadłaś z sił, ale ja nie zamierzałem przestawać. Oparłem kolana o deski podłogi, podniosłem się na rękach i wciąż tkwiąc moją maczugą w tobie pociągnąłem cię do tyłu za związane ręce. Klęczałaś teraz z głową dół, twoje uda opierały się o moje, a przednia część ciała nie dotykała podłogi wisząc napięta na wykręconych do tyłu rękach. Spojrzałaś na mnie przez ramię a ja posłałem ci wirtualnego całusa, nie przestając rytmicznie zagłębiać się w twoje ciało. Znów złapałaś rytm. Po minucie z okrzykiem poderwałaś się do pionu i przywarłaś plecami do mojego torsu, a twoje usta szukały moich. Objąłem cię i pocałowałem. To był słony i gorący pocałunek. Jak fale wzburzonego tropikalnego morza.
W kilka sekund doszliśmy oboje.

Rozplątałem twoje więzy, a ty odwróciłaś się do mnie, ześlizgując się z mojej wiotczejącej z wyczerpanie męskości. Usiadłem na podłodze, a ty okrakiem na moich udach, i przytuliłaś się tak mocno, jakbyś chciała wtopić się pod moją skórę.

Wtedy poczułem, że jest mi ciepło. W głębszym sensie. Nie gorąco jak w upalny dzień, to nie miało nic wspólnego z percepcją temperatury -- raczej bliskość, ale nie bliskość ciała (której aż w nadmiarze w zatłoczonym autobusie), coś jak bliskość duszy, słowa zawodzą w takich sytuacjach.
Dawno zapomniane uczucie.
Dla mnie a chwila mogłaby trwać wiecznie.

Nie wiem, jak długo to trwało. W końcu jednak zaczęło mi być niewygodnie.
--Jesteś najlepszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła od wielu lat, ale śmierdzisz, wiesz? -- Szepnąłem ci do ucha. -- Chyba zwolnię cię ze służby...
Odsunęłaś się ode mnie i spojrzałaś mi w oczy. Otworzyłaś usta aby coś odpowiedzieć ale nie dałem ci okazji:
--...żeby można cię było umyć. To był pełen wrażeń dzień.
--Nie chce stąd iść... Wracać tam...
--Jeśli dobrze pamiętam, kocie, to ula jest umówiona i muszę zwrócić to ciało w dobrym stanie. -- Wczułem narastające napięcie i postanowiłem w porę obrócić w żart. Uśmiechnęłaś się niepewnie.
Uniosłem cię lekko i posadziłem na podłodze obok siebie, sam zaś wspiąłem się na kanapę i rozsiadłem wygodnie.
--chodź, pomogę ci się rozebrać.
Powoli obierałem cię z warstw przebrania, aż okazałaś się taka, jak ja początku sesji w sobotę po południu, jedynie w skarpetkach na stopach i dłoniach, i w obróżce. Wydobyłem ze skrzynki dwa puste woreczki strunowe.
--A teraz, kocie, oddaj mi skarpetki.
--Ale..
--Nie dyskutuj.
Wykonałaś polecenie z pewnym wahaniem i skupioną miną. Obie pary białych sportowych stopek znalazły się zamknięte każda w swoim pojemniku. Spojrzałaś na mnie wyczekująco. Udałem, że nie wiem o co chodzi.
--Aa, tak, kąpiel. Już się robi -- powiedziałem wstając i sięgając do twojej obroży. Odpiąłem ją ze słowami -- Zwalniam się ze służby. Świetnie się spisałaś. -- Pocałowałem cię w czoło. -- Teraz czeka cię najlepsza obsługa łaziebna po tej stronie Karpat.

Obietnicę swoją spełniłem w ciasnej kabinie prysznicowej bardzo sumiennie, szorując każdy cal kwadratowy twojej skóry. Jako wolny obywatel od razu zasypałaś mnie gradem pytań, prawie o każdą minutę tego weekendu, na które odpowiadałem rzetelnie, choć krótko. Byłaś zdziwiona, że facet, który mieszka sam, ma w swojej łazience wszystkie rzeczy potrzebne kobiecie, żeby zrobić się na bóstwo.
I w końcu gdy po myciu, pilingu, masażu oraz umyciu i wysuszeniu włosów wcierałem w twoją zupełnie wysuszoną skórę hektolitry balsamu, nie omieszkałaś zapytać o moje ostanie polecenie:
--Ale po co ci te stare skarpeciochy?
--nie takie stare i w zasadzie nie o same skarpetki chodzi. Nie będę ich nosił, nie będę ich nawet dotykał. To szczególna pamiątka i wymaga szczególnego przechowywania. Dowiesz się tego jeszcze ze wszystkimi dość przyziemnymi szczegółami.
Poradziłem ci jeszcze, żebyś paradowała parę minut nago, aby dać skórze odpocząć i wchłonąć wszystko, co zostało w nią wtarte. Nie miałaś nic przeciwko. A gdy porządkowałaś zawartość swojego plecaka, szukając w co by się tu ubrać, ja na chwilę wśliznąłem się do mojej sypialni i przyniosłem stamtąd drewniane pudło.
Zwykły pojemnik z IKEA, zrobiony ze sklejki, z przylegającym wieczkiem. A duży na tyle, że do środka weszły by dwie ryzy papieru. Teraz całość była obwiązana cienkim konopnym sznurkiem jak paczka pocztowa.

Przerwałaś odziewanie się i spojrzałaś z zaciekawieniem na pakunek w moich rękach. Już domyślałaś się, co zawiera.
--Wstań i chodź jeszcze na chwilę -- W kilku podskokach podbiegłaś do mnie, w samych figach i staniku.
--W tym tygodniu, jako kot, dokonałaś bardzo wiele. W nagrodę chcę cię zaprosić do Dojo i nadać ci imię. Więc, kocie, zostajesz Rysiem, po japońsku Ōyamaneko1. Zaś to -- tu wręczyłem ci pudełko -- To twoja pierwsza praca domowa. Otwórz dopiero, jak załatwisz tą sprawę dziś wieczorem i będziesz u siebie sama. -- Wzięłaś pudełko w obie ręce i na próbę potrząsnęłaś nim lekko. Nie wydało żadnego dźwięku.
--Dziękuje mojemu Mistrzowi w imieniu kota. -- Odpowiedziałaś nie wiedząc, czy właściwy jest ton formalny czy nie. Uśmiechnąłem się, wziąłem cię za ba ramiona i pocałowałem w czoło.
--Ubieraj się, bo się spóźnisz. Czy chcesz, żebym cię odprowadził na stację?
--Tak, bardzo proszę -- odpowiedziałaś nieco zawiedziona, że na razie nie dowiesz się nic więcej.

Kilka minut później przedzieraliśmy się przez ciemność wąską ścieżką na tyłach posesji. Jeszcze kwadrans i patrzyłem na światła odjeżdżającego pociągu. Byłem może trochę smutny, że to już koniec tego weekendu, lecz szczęśliwy. I pełen nadziei.

Następny tydzień, choć pełen zajęć, zarówno w pracy jak i w domu, dłużył mi się niemiłosiernie. Ale nie zawiodłaś mnie.

2011-09-03

.:początek:.

5. Spotkanie piąte

Q&A

Taki mi się przyplątał zapis rozmowy na GG:


(kot, 22:25:36)
Dobry wirczor nie moge spaxc,m widze ze mistrzu tez noie spisz
(kot, 22:25:41)
Czy moge?
(Ja, 22:30:43)
DOBRY WIECZÓR. owszem, chętnie z tobą pomówię, ale dlaczego w tę piękną
noc, gdy nie musimy się spieszyć tak strasznie kaleczysz naszą mowę
ojczystą? Będzie lanie...:)
(kot, 22:31:09)
blagam o wybaczeniem, jak dobry kot mam sdkarpektki na rekachj.
(Ja, 22:31:23)
To wiele tłumaczy. Odwołuję groźbę. Nie mniej postaraj się pisać
starannie, jak wspomniałem wcześniej, donikąd się nam nie spieszy.
(Ja, 22:32:37)
A tak na marginesie, skąd wiedziałaś, że jedną z pierwszych rzeczy, o
którą cie poproszę, będzie właśnie pisanie do mnie w ciapkach na
dłoniach?
(kot, 22:33:10)
nie tylko to, jeszcze pisze na klęczkach. Teskię za tobą. to mi
przypomina.
(Ja, 22:33:15)
Też mi tu pusto bez mojego kotka.
(kot, 22:33:17)
To już juto piątek, dnerwuję się. Przygotowywalam sie cały tydzień
(Ja, 22:33:21)
Kto broi ten się boi. Jeśli byłaś grzeczna nie masz się czego obawiać.
(Ja, 22:33:23)
Jak uczniowi poszło szycie?
(kot, 22:33:32)
zadziwiajaco łatwo. bardzij balam sie ze ktos mni nakryje i zapyta po co
to. ale rwedna malpa siedzi u swojego gacha i nie bylo nikogo w pokoju.
(Ja, 22:33:35)
Ćwiczyłaś codziennie?
(kot, 22:33:45)
Tak mistrzu. I jeszcz więcej...
(Ja, 22:33:46)
Tak?
(kot, 22:34:00)
we wtorek związałam sobie nogi w kostkach na noc i wytrzymałam do rana. i
wczoraj też. I dzisiaj też mam, tylko nie moge zasnąć
(kot, 22:34:03)
A jutro to ty MIstrzu weźmiesz mnie w niewolę
(Ja, 22:34:07)
I jak wrażenia?
(Ja, 22:34:10)
>Tak, w nagrodę po treningu mogę cię związać.
(kot, 22:34:20)
ziekuje. no rano natychmiast sobi przypomniałam po co to zrobiłam i
poczułam sie tak jak kiedy budziłam sie u Ciebie Mistru, że nie jestem
sama.
(Ja, 22:34:31)
To ciekawe. tak na prawdę jeszcze nawet nie jesteś uczniem. A nie boisz
się? ze jestem seryjnym mordercą albo co?
(kot, 22:35:00)
Wybacz mistrzu, przez jedną chwilę zlękłam się i pomyślałam właśnie coś
takiego. Ale już się nie boję. Przecież moge wyjść w każdej chwili,
prawda?
(Ja, 22:35:18)
To zależy, czy chcesz wyjść.
(kot, 22:35:23)
nie, Mistru, nie chcę. i chyba Ty też nie chcesz.
(Ja, 23:35:29)
"pod Ty to Tramwaj staje", kocie. At tak szczerze -- masz rację.
Potrzebuję kogoś.
(kot, 23:35:37)
błagam mojego mistrza o wybaczenie.
(Ja, 22;35:56)
przeprosiny przyjęte. Teraz ja zadam pytanie i żądam bezwzględnej
szczerości: czy to, co robimy jako mistrz i uczeń robisz tylko dla mnie,
czy na prawdę cię to kręci?
(kot, 22:36:30)
trudne pytanie.
(kot, 22:36:59)
niektóre rzeczy tak niektór nie, to znaczy
(kot, 22:37:21)
Ja lubię dotyk śliskich materiałów, w gimanazjum po WFie założyłam pare
razy rjstopy odrazu na gołe ciało, bo majteczki były nieświerze i raz
przyłapał mnie mój pierwszy chłopak i jak się całowaliśmy to sięgnął ręką
pod spódniczkę hi hi hi
(kot, 22:37:26)
to chyba dla tego
(kot, 22:37:48)
czasem tez po treningu, jk dam sobie wycisk, zanim wejdę pod prysznic jak
się rozbieram to biorę skarpetki i zacigam ię zapachem i myślę, czy to
był dobry trening.
(kot, 22:38:11)
raz podebrałam skarpetki Maji po siłowni, żeby zobaczyć. I raz temu
bandziorowi Romkowi jak byliśmy razem. Roman-kurwa-Pięknolicy, nawet
podobny do tego Giertycha
(Ja, 22:39:33)
no dobra dobra. Było-minęło.
(kot, 22:39:34) no al on to widziałi popatrzył z takim obrzydzniem. on
uważał że i tak jestem nimfomanką a teraz jeszcze że zboczona jakaś.
(kot, 22:40:01)
Ale też czasem jak było dobrze, jak się całowaliśmy o trzymał moje ręce z
tyłu i przyciskał do siebie.i to jest takie dziwne
(kot, 22:40:22)
takie uczucie, że chcesz uciec i chcesz zostać.
(kot, 22:40:39)
I ty mój Mistrzu też tak robisz.
(Ja, 22:41:06)
OK. bo widzisz, gdybyś nie istniała na prawdę to pomyślał bym, że sobie
ciebie wymyśliłem.
(Ja, 22:41:26)
Albo, że koś, kto mnie bardzo dobrze zna, robi sobie żarty podsyłając mi
Ciebie. Ale jakoś tak czuję, że nie kłamiesz.
(Ja, 22:41:56)
czy zanim mnie spotkałaś byłaś kiedyś związana?
(kot, 22:42:30)
nie ale myślałam jak to jest.
(Ja, 22:42:33)
...i jak jest?
(kot, 22:42:41)
nie wiem jak topowiedzieć
(Ja, 22:42:46)
Spróbuj.
(kot, 22:43:02)
chce się uciec i chce się zostać.
(Ja, 22:44:03)
Ciekawe. ale bardziej "i chciała bym i boję się" czy "pragnę ale nie
powinnam" -- to znaczy: czy to serce chce zwiewać czy rozum?
(kot, 22:45:02)
chyba to dugie. wiem że nie powinnam, ale chcę.
(Ja, 22:45:15)
Czy wiesz, że właśnie powiedziałaś "kocham cię"?
(kot, 22:45:20)
Tak??
(kot, 22:45:30)
niby skąd?
(Ja, 22:46:21)
Jedną z niewielu pozytywnych rzeczy, które wyniosłem z pracy w korporacji
były szkolenia dotyczące tego, jak działa ludzki mózg i komunikacja
między osobami. Kora mózgowa kontroluje język i racjonalne myślenie.
Rozum. Rozsądek. Układ limbiczny nie ma władzy nad językiem, ale
podejmuje decyzje. to uczucia, emocje to serce. Teoria głosi, że musisz
przekonać układ limbiczny żeby zdobyć zaufanie.
(Ja, 22:46:23)
Ufasz mi?
(kot, 22:47:06)
chyba tak.
(Ja, 22:47:10)
a to chyba?
(kot, 22:47:57)
no nie wiem, co się stanie...
(Ja, 22:48:12)
Ale czujesz, że będzie dobrze?
(kot, 22:49:03)
Co będzie to będzie.
(Ja, 22:49:16)
Obiecuję, ze będzie wspaniale.
(Ja, 22:49:29)
Ale nam się na wielkie tematy zeszło.
(Ja, 22:49:38)
"życie wszechświat i wszystko inne"
(kot, 22:50:01)
a odpowiedzią jest 42.
(Ja, 22:53:11)
Wybaczy waćpanna. Spanie nie bierze. Pełen pracy dzień za mną.
(kot, 22:53:23)
trudny klient?
(Ja, 22:53:48)
Nie, drobne prace budowlane. Zobaczysz.
(kot, 22:54:10)
Czy mam się bać, Mmistrzu?
(Ja, 22:54:42)
Nie, raczej podziwiać w zachwycie. Nic więcej nie powiem.
(Ja, 22:55:00)
Idę spać, ty też.
(kot, 22:55:13)
nie wiem, czy zasnę.
(Ja, 22:55:19)
Zaśniesz.
(Ja, 22:55:21)
Dobranoc!
(kot, 22:55:49)
Dobranoc :(

Już wtedy wiedziałem. Wiedziałem, że w bliżej nieokreślonej przyszłości czekać mnie może trudna decyzja. Ale postanowiłem cieszyć się chwilą. Chyba nie masz teraz wątpliwości -- tak samo jak ja -- że koniec końców wyszło nam to na dobre.

2011-11-23

.:początek:.

do prywatnego użytku
(c)2009-2011 by bizun


1 Pisownia kanji: 大山猫



 

--== WRÓĆ ==--