ビズン

MTV

Po prostu nienawidzę komercji. Taniej miernoty sprzedawanej drogo, bo "sie sprzedaje", a jednocześnie blokowanie zdolnym i ambitnym dostępu do kanałów propagacji. Przykład? Najlepszym polskim zespołem soulowym jest Sumptuastic. Niezależnie od tego, co w telewizorze powiedzą. Nie cierpię soula, hiphopu i gospela czy innej tam śpiewanki tworzonej przez "Afroamerykanów", a to mi się spodobało, więc musi być dobre. Płytę musieli wydać własnym sumptem. Wydawca zażądał usunięcia plików MP3 z płatnego portalu(!). Zawsze tak było. W życiu nie kupię płyty, która dostała komercyjną nagrodę.

--== WRÓĆ ==--

Kiedy różni ludzie pytają mnie, co oglądam w telewizji, odpowiadam: oczywiście najlepszy program na świecie -- CARTOON-NETWORK!
Mówią, że się ogłupiam. Ależ nic bardziej błędnego -- jestem już za stary, aby to brać na serio; mnie to po prostu NIE MOŻE już zaszkodzić. Co prawda na CARTOONie puszczają filmiki, które nawet w kategorii "badziewie" lądują u spodu listy, ale, z drugiej strony, są przez to jeszcze śmieszniejsze.

O wiele bardziej szkodliwe społecznie są według mnie tasiemcowe seriale produkcji południowoamerykańskiej, lub, co gorsza, naszej rodzimej, których grupą docelową są zmęczeni życiem emeryci, gospodynie domowe z niepełnym podstawowym oraz nastolatki z sensorycznym niedowładem pochwowym, a których istną powódź można obecnie obserwować. Palma pierwszeństwa w ogłupianiu narodu należy się bezsprzecznie telewizji POLSAT1. Takiego chłamu to dawno nie było.

Kolejna sprawa: Ja oglądam mój CARTOON o każdej porze dnia; nie mam swoich ulubionych filmów -- biorę wszystko jak leci, bo nie przywiązuję do tego wagi; tak naprawdę oglądam TV tylko, jak nie mam już żadnych innych zajęć, a z moją Amigą mam ich mnóstwo. Są jednak obok nas ludzie, którzy fanatycznie wręcz przyswajają tasiemcowe prolżarło made by Brazylia, dopasowując plan dnia do programu telewizyjnego, szkodząc sobie i swojemu otoczeniu, a przy tym ogłupiając się jeszcze bardziej, niż ja, bo traktują błahą fabułę serialu na równi z rzeczywistością.

Co powoduje takie zbiorowe idioctwo? Tego nie wiem. Ale seriale przynoszą spore zyski ich producentom, oraz stacji telewizyjnej, która wstawia w środek reklamy, więc nietrudno zgadnąć, komu zależy, aby były oglądane. Aby nie stracić tych dochodów od najmłodszych lat robi się ludziom wodę z mózgu, wmawiając im, że telewizja to jest to, co im w życiu najbardziej do szczęścia potrzebne. Jednym z zawodników w wyścigu po władzę nad umysłami młodych jest MTV.

Jak wygląda światowy rynek muzyczny? Poza kilkoma grupami, które same grają swoją muzykę (głównie są to grupy rockowe, które popularność zdobywają dzięki koncertom) reszta to dojne krowy korporacji. Odzwierciedla się to w ramówce MTV: 60% czasu nie zajętego przez reklamy stanowią emisje kawałków (numerów) w stylu pop w różnych odmianach. Zapewne wszystkie one pochodzą z jednej wytwórni, nowojorskiej HitFactory, gdzie muzykę robi kilku niedobitków z KraftWerk lub Tangerine Dream, wokal składa się razem z muzyką na komputerach Fairlight, al ludzie tylko wyglądają na teledyskach.

Nie wierzycie?

A co w tym trudnego?
Jeden facet, co ma syntezator składa jakąś trefną ścieżkę, w kilka minut dopracowuje ją do poziomu podkładu karaoke, idzie potem do drugiego, co wymyśla tekst i od razu składa na swojej maszynie ścieżkę woklau, potem razem idą do trzeciego, który ma kamerę i studio, z katalogu modelek wybierają taką, co najlepiej ssą penisa i w trzy wieczory video do MTV gotowe. Budżet około $10000-15000. Zwróci się po 14 dniach. Motłoch będzie się przez te dwa tygodnie podniecał, a za miesiąc zapomni. A jeśli lasce się spodoba taka praca, to następne video po prostu sobie kupi.

Słyszę głosy oburzenia.

A czy Wy słyszeliście, żeby zespoły, takie jak "Red Nex", MoDo, GIRD, Scottish Pipes albo Advanced wydały płytę, albo chociaż pokazały DRUGI teledysk w MTV?

Bo ja nie. A przecież byli w pierwszej dwudziestce listy.

Po co o tym mówię?
Pewnie wielu z Was już to wie, albo się domyśla. Nie neguję tego rodzaju twórczości, choć organicznie nie cierpię popu. Nie neguję również nowoczesnej techniki i nie nawołuję do Dżihad Bulteriańskiej2 -- przecież Ewa Bem, śpiewające w różnych zespołach jazzowych, używa na scenie procesora dźwięku, który pozwala śpiewać na żywo w akordach.
Chcę tylko, aby zamiast nic nie znaczących pseudonimów i fikcyjnych nazw zespołów pojawiały się prawdziwe nazwiska twórców. Mnie nie przeszkadza, że jedną trzecią sprzedawanej przez daną wytwórnię muzyki zrobiła jedna osoba. Niczego tak nienawidzę jak fałszywości.

Co proponuję w zamian?
Powrót do natury, granie na żywo, lampowe wzmacniacze, studio nagrań w garażu, dobrzy znajomi, kultowe zespoły, ziny i kasety kopiowane na powielaczu spirytusowym oraz koncerty w wioskowych domach kultury.

!!PUNK ROCK RULEZ!!

Iego Ferromagnetyczność
(c)1994



1He, he -- nie było jeszcze wtedy TVN'u :)XD!
2vide Frank Herbert: "Diuna"



--== WRÓĆ ==--