ビズン

ROZMOWA

Taki mały Bożonarodzeniowy akcent. Rozprawa trywialna na głębokie tematy. Odrobinę wzorowane na jednym z felietonów Ephraima Kishona.

--== WRÓĆ ==--

Znowu były święta.

Wyżera już była, łupy podzielone, zbliża się północ, to by trzeba pomyśleć o jakimś spaniu. Jak zwykle zwaliło się więcej ludu, niż wynosi nominalna pojemność naszego skromnego mieszkanka, więc nadmuchałem sobie materac i złośliwie położyłem się w przejściu - na przecięciu trzech głównych szlaków komunikacyjnych: pokój gościnny-kuchnia-kibelek.

Niemal natychmiast zapadłem w sen. Ze słodkich objęć Orfeusza wyrwały mnie krzyki domowników, żądające odblokowania przejścia. Niechętnie spełniłem ich "życzenie". Klapnąłem się ze swoim spaniem w najmniejszym pokoju; tam, gdzie nikt nie mógł mi przeszkadzać.
Przyczłapał się za mną pies i też się położył; w nogach materaca. Pomimo, że nie lubię tego, to jednak nie zrzuciłem go; niech ma swoje święta. Rodzina stwierdziła, że idzie na pasterkę, ale mnie się nie chciało. Zrobiło się w chacie trochę ciszej, ale jak na złość ja jakoś nie mogłem zasnąć. Piesulek ziewnął i przekręcił się na drugi bok.

Usłyszałem dość wyraźny głos:
--Marność nad marnościami i wszystko to głupota.. -- Głos był chrapliwy i gardłowy, i na pewno nie należał do człowieka. Spojrzałem na zegarek; fosforyzujące wskazówki pokazywały niecałe pół minuty po północy.

Tylko jedno stworzenie poza mną było w tym pokoju. A ja TEGO nie powiedziałem. Popatrzyłem na piesulka.
--Baksu.. Co się ciebie nie podoba? -- Baksik podrapał się za uchem, zapalił papierosa i w odpowiedzi zaśmiał się gorzko. Poczułem się głupio, ale nie dałem za wygraną
--Dlaczego uważasz święta za głupotę?
--Święta? Ja mówię o całym waszym życiu. Nie przypominam sobie, żeby za mojej tu bytności działo się coś ciekawego. Uważacie się za inteligentnych, ale tak na prawdę to w waszym świecie też rządzą zwierzęce prawa.

Tu go mam! Naiwny. Gdybyśmy się rządzili prawami natury, to by było BARDZO dobrze.
--Niepoprawny optymista -- Powiedziałem. Baksik mocno się zdziwił -- Betonowa dżungla jest 1000 razy gorsza od najkrwawszej bójki między zwierzętami. One nie zabijają się nigdy bez sensu i bez potrzeby. A człowiek może zginąć bez powodu i bez celu; po prostu zastrzelony dla przyjemności przez jakiegoś psychopatę.
Piesulek zamyślił się. Widać było, że zachwiało się całe jego widzenie świata. Jednak w dyskusji był dobrym przeciwnikiem. Szybko odpowiedział na mój atak:
--Ale to nie zmienia faktu, że wasze życie jest jednakowo bezsensowne, jak wegetacja drzew. Rodzicie się, uczycie się mówić i całej masy innych jeszcze bardziej niepotrzebnych rzeczy; nie chcecie wojen, ale płacicie podatki na wojsko;pracujecie, choć nie czujecie się przez to szczęśliwi; a potem umieracie wiedząc o życiu jeszcze mniej jak na początku.
--A sztuka? Literatura? To wszystko, co twórcze i pomysłowe; co stworzył prawdziwy intelekt, a nie tylko zwykły zwierzęcy spryt?
--Nie oszukujmy się. Ilu jest tych twórców na świecie? Tych prawdziwie genialnych mniej jak pięciu. Cała reszta uważająca się za autorów tylko kopiuje dawne wzorce. A poza nimi jest jeszcze pięciomiliardowa rzesza brudnych i głodnych proletariuszy, o mózgach tak ciasnych, że z trudem rozumieją nawet stworzone specjalnie dla nich bezmyślne prolżarło: pop-art.

To mnie zbiło z tropu. Nie miałem żadnych argumentów na swoją obronę. Pozostało się poddać.
--Niestety. Z bólem stwierdzam, że masz rację.
--Jeśli cię to pocieszy, to ci powiem, że mi to wcale nie sprawia przyjemności. Z resztą, nie masz innych zmartwień? pogadajmy o czymś przyziemnym.
--O.K. Nie wiedziałem, że palisz...

* * *

I tak sobie pogadaliśmy, aż do pierwszego piania koguta. W sumie ten zwierzak nie jest taki głupi.

Wiem, że to nie możliwe, ale czy musimy być tylko szarymi obywatelami naszego czarno-czerwonego państwa?

Iego Ferromagnetyczność
(c)1993


--== WRÓĆ ==--