ビズン

Zbigozanalot

Kolejna zapchajdziura do BIGOZa -- jako że każdy magazyn dyskietkowy we wczesnych dniach swojego istnienia cierpi na chroniczny brak autorów i artykułów. Temat: notatka z miniaturowego copy-party, które odbyło się u mnie w mieszkaniu. Talentu organizacyjnego jak nie miałem, tak nie mam do tej pory.

--== WRÓĆ ==--

No tak... Zapraszałem na wczoraj.
Żadnych wiadomości, a ja już skołowałem zjazd, chate i szkło. I nuda, że aż poszedłem do Kiblaa, chociaż to troll1, ale czasem ma przebłyski świadomości

A tu nagle rodzicielka moja dzwoni, że zwalili mie się na kwadrat jakieś podejrzane ludzie, których ona zupełnie nie zna, a którzy powołują się na znajomość ze mną i mam się w try miga stawić celem dokonania identyfikacji. Wpadam do chaty, a tam już siedzą dziadowce na kanapie i obżerają się ciastkami; a do tego mówią, że wpadli tylko na kilka godzin.

Wobec tego sprzęt na stół, podsypać koksu do kotła i niech się kopiuje -- nie po to TIMER targał dyskietki w reklamówce, żeby się zmarnowały.

Ale najciekawsze było potem: Towarzystwo wykazało totalną nieznajomość sztuki walki z naleśnikiem -- jeden SABAT sobie poradził, ale i tak przegrałby ze mną w konkurencji na szybkość.

Aftermath: głupio zrobiłem, że kopiowałem nie sprawdzonym programem i nie wiedziałem, że wszystko się kopiuje bez weryfikacji -- notto się wszystkie kopie rozjechały w upale po trzech dniach...
Ogólnie to nieźle, trzeba będzie imprezę powtórzyć

(c)1995
Iego Ferromagnetyczność


1 Kibloo tak naprawdę to mój najlepszy kumpel, chyba od czasów przedszkola... Ze względu na wojny klanowe (PC versus Amiga) zwykliśmy sobie dopiekać drobnymi złośliwościami za naszych czasów w liceum, ale to raczej nie popsuło naszej znajomości -- o wiele bardziej zaszkodziły jej ostatnio wielkie odległości.



--== WRÓĆ ==--