ビズン

Prawda o parku w Elblągu

Efekt przemyśleń podczas spaceru. Pomysł dojrzewał dość długo, powoli zbierałem notatki, redagowałem poszczególne fragmenty -- w porównaniu z poprzednim tekstem z cyklu "prawda o..." ten jest nieco bardziej rzetelny, ale bez przesady: nawet jeżeli park "Dolinka" spełnia jakiekolwiek funkcje oczyszczalni, to na pewno na niewystarczającą skalę. Poza tym, po pierwsze: umieszczony jest na WLOCIE do miasta, jeszcze przed wszystkimi zakładami przemysłowymi i upustami kanalizacji, po drugie, w czasach świetności spora część przepływu była kierowana drogą okrężną przez odkryty basen i dalej, podziemnym kanałem, do turbin napędzających młyny, omijając całkowicie park. Nie mniej pomysł wart zorganizowania niewielkiego happeningu dla młodzieży szkolnej.
Na razie sam tekst. Są jeszcze fotografie.

--== WRÓĆ ==--

Wiele się mówi o ingerencji kosmitów w historię gatunku ludzkiego, wiele powiedziano bzdur o nadludzkich mocach i magicznych zdolnościach, które mieli ponoć starożytni. Tego typu postawa dowodzi, według mnie, braku szacunku do czasu i zdolności organizacyjnych. Myślący nietuzinkowo badacze historii często obalają wielkie mity, jak chociażby ten o dżinnach uwięzionych w butlach (o czym innym razem); dowodząc, że to, co legenda uznała za magię było dziełem człowieka -- geniusza wyprzedzającego swoją epokę. Świadectwa ich działalności można znaleźć niemal wszędzie: poczynając od wielkich piramid, kończąc na niewielkich, a pomysłowych pomnikach inżynierii lądowej rozsianych po niewielkich miastach.

Weźmy na przykład polskie miasto Elbląg. Metropolia ta, będąca siedzibą województwa (przed reformą), licząca sobie w 1998 roku 120000 mieszkańców, jeszcze niecałe sześćdziesiąt lat temu zawdzięczała swoje istnienie dwóm rzekom: rzece Elbląg, biorącej swój początek w jeziorze Drużno i wpadającej do Zalewu Wiślanego, która od czasów Hanzy była ważnym szlakiem transportowym; oraz o wiele mniejszej, wartko płynącej Kumieli (Dzikuski), która dostarczała miastu czystej wody i siły napędowej.

Mała rzeczułka, oprócz oczywistych korzyści, przysparzała też kłopotów wylewając raz po praz; więc w latach trzydziestych uregulowano jej bieg. Elbląg znajdował się podówczas na terenie Prus Wschodnich. Niemcy zaplanowali wszystko bardzo dokładnie: Zbudowano zbiornik retencyjny, aby móc regulować dopływ wody do zasilanych z Kumieli młynów (które pracowały do początku wojny napędzane siłą spadającej wody!), jednocześnie tworząc w ten sposób największy w Europie odkryty basen pływacki; czynny do dziś. Najciekawsza jest jednak aranżacja biegu rzeczki przez położony niemal w centrum miasta park wypoczynkowy -- potocznie zwany "Dolinką".

Kumiela przecinając park pokonuje różnicę poziomów około 30m, płynąc przez serię umyślnie zaprojektowanych progów i wodospadów. Nie spełniają one jednak wyłącznie funkcji ozdobnych: po bliższym prześledzeniu biegu tego ciągu wodnego objawia się geniusz inżyniera, który zaprojektował ten kompleks. Przyjrzyjmy się bliżej wspólnie:

Kumiela wypływając z zielonej otuliny miasta -- parku krajobrazowego "Bażantarnia" -- trafia w wąskie wybetonowane koryto. Płynie tam na tyle szybko, że nie osadza się muł, dzięki temu umieszczone na tym około stumetrowym odcinku ujęcie wody do basenu nie zostaje zanieczyszczone.
Następnie strumień wpada na pierwszą kaskadę: serię betonowych progów o wysokości około 60cm i szerokości czterech metrów. Obniżając się koryto jednocześnie dość ostro zakręca o 90 stopni (promień zakrętu na oko około 20m). Różnica poziomów to jakieś 7m,
po czym rozlewa się płytko i szeroko: koryto z płaskim betonowym dnem zaprojektowano tak, że podczas normalnego stanu wody głębokość w tym miejscu nie przekracza 5-8cm; Stamtąd przelewa się przez pierwszy duży wodospad, o wysokości 4,5m.
U stóp wodospadu wybudowano zbiornik -- spiętrzenie o wymiarach 15x25 metrów. Nie wiem, jakie jest głębokie w rzeczywistości, gdyż za moich czasów było już całkiem zarośnięte mułem -- ale zapewne można je bez szkody dla konstrukcji pogłębić do 1-1,5 metra: wówczas zamieni się we wspaniałe bajorko do nauki pływania. Spiętrzenie to zamknięto 80-centymetrowym progiem, za którym uformowano brodzik o skośnych ścianach.
Poziom wody w nim utrzymywany jest przez betonową kataraktę.
Dalej Kumiela płynie wolno i leniwie w głębokim korycie położonym malowniczo pomiędzy rzędami drzew. Ten odcinek rzeczki nawet podczas najbardziej upalnego lata dostarcza przyjemnego chłodu -- nic dziwnego, że upodobały sobie to miejsce żaby i ślimaki.
Cienistą alejkę kończy ostatni już, około trzymetrowy wodospad.
Dalej strumień biegnie krętym korytem, okalając polanki i zaułki północnej części parku.

Niby nic szczególnego: jeszcze jeden popisowy numer niemieckich inżynierów lądowych z lat po Wielkim Kryzysie, gdy na terenie całej Rzeszy organizowano wielkie roboty publiczne i z lubością używano do wszystkiego najnowocześniejszego wówczas materiału konstrukcyjnego -- zbrojonego betonu. Na pewno nie jest park elbląski dziełem tak okazałym, jak pochodząca z tego samego okresu elektrownia wodna Szyleny nad sztucznym Jeziorem Pierzchalskim, czy też tak epokowym, jak słynne pochylnie na Kanale Elbląsko-Ostrudzkim. Jednak układ i konstrukcja uregulowanego biegu Kumieli zaintrygowała mnie. Przyjrzyjmy się jeszcze raz trasie strumienia, tym razem patrząc oczyma inżyniera sanitarnego:

Gdy woda wpływa na pierwszą przeszkodę, fragment przypominający kręte schody, wszystkie większe zanieczyszczenia unoszone z prądem zostają przez siłę odśrodkową wyrzucone na zewnętrzną stronę łuku. Dodatkowo, przelewając się przez kolejne progi, woda zostaje dobrze natleniona.
Płytki szeroki odcinek nie jest umieszczony w tym miejscu przypadkiem: mimo, że woda płynie tam dość szybko, jednak ze względu na bardzo małą głębokość nie jest w stanie unieść dużych śmieci, jak gałęzie, kawałki drewna, butelki; dodatkowo siła odśrodkowa w poprzednim stopniu powoduje, że zanieczyszczenia tego typu zbierają się pod ocembrowaniem, ułatwiając służbom porządkowym ich usunięcie. Jednocześnie betonowe dno na tym odcinku jest gęsto porośnięte brunatnymi glonami, dzięki czemu w słoneczny dzień woda szybko się nagrzewa.
Basen pod pierwszym wodospadem to osadnik, w którym zbierają się wszystkie drobiny ziemi i mułu, oraz unoszone z prądem niewielkie przedmioty, próg zamykający ten osadnik stanowi kontrolę zapełnienia osadnika. Brodzik za tym progiem to osadnik drugiego stopnia, katarakta pod powierzchnią pełni również kontrolną funkcję. Malowniczy, wolno płynący w cieniu drzew odcinek ma czarne, muliste dno -- to znak obecności drobnoustrojów prowadzących w dobrze natlenionej wodzie procesy gnilne. Rozkładają one tam większość rozpuszczonych w Kumieli związków organicznych . Ostatni duży wodospad to przede wszystkim próg spiętrzający lekko wodę w wolno płynącym odcinku i zatrzymujący muł. Dodatkowa porcja tlenu łączy się z produktami metabolizmu bakterii tworząc sole mineralne, wychwytywane przez korzenie rosnących przez całą krętą część koryta nad samym brzegiem wierzb i olch.

Czy nic to Wam nie przypomina?
Przecież to piękny model mechaniczno-biologicznej oczyszczalni ścieków! Pracujący bez dozoru, bez zasilania, praktycznie bez ruchomych części!

Jakże przemyślni byli inżynierowie, którzy zaprojektowali ten kompleks ponad sześćdziesiąt lat temu! Dlaczego obecnie, gdy taki nacisk stawia się na ochronę środowiska i tak zwany "ekologiczny styl życia" nie czerpiemy garściami ze zdobyczy historii?
Zamiast szastać pieniędzmi upiększając nasze miasta wątpliwej urody przemysłowymi dziwolągami, weźmy przykład z niemieckich fachowców, którzy nawet tworząc jedynie atrakcję parkową zadbali, by była przy okazji pożyteczna.

(c)1996-2000 by Bizun



--== WRÓĆ ==--